środa, 31 sierpnia 2016

MAŁOPOLSKI FESTIWAL ZJEDZ NA POLU



Ostatnie dni wakacji i pewnie jedne z ostatnich słonecznych dni
w roku postanowiłam wykorzystać na odwiedzanie różnego rodzaju krakowskich eventow związanych z jedzeniem. Zdecydowanie jedzenie jest jedną z moich ulubionych form spędzania czasu wolnego. Jeśli do tego dodamy spacer po Krakowie w piękny, upalny dzień to uzyskamy połączenie niemal idealne.
Podczas takiej właśnie urokliwej niedzieli wybrałam się na festiwal Małopolska Zjedz Na Polu. Odbywać się on będzie cyklicznie, co niedzielę w innym małopolskim mieście.
W Krakowie festiwalowe atrakcje opanowały plac Wolnica. Były konkursy, muzyka, dużo pysznych rzeczy oraz bardzo ładne miejsca do siedzenia, niestety wszystkie oblężone.



Na festiwalu można skosztować różnego rodzaju małopolskich produktów: sery, ryby, pieczywo, soki i piwo.



Po długim spacerze w słońcu postanowiłam ugasić swoje pragnienie naturalnym, świeżym sokiem z jabłek. Za kubeczek 0.5L zapłaciłam tylko 5zł, a soczek, chociaż słodki, to był naprawdę smaczny.



Jeśli ktoś nie znalazł nic dla siebie wśród regionalnych produktów wsparcie stanowiły popularne food trucki.




Podsumowując, Zjedz Na Polu jest naprawdę fajnym festiwalem
i jeśli tylko możecie wybierzcie się na niego w pozostałych miastach. Może uda się Wam zająć miejsce siedzące, aby pokosztować regionalnych specjałów.


niedziela, 28 sierpnia 2016

GTW PODRÓŻUJE ZALEW PORAJ



Tyle planów na wakacje i tyle zwiedzania, tyle podróży i nowych miejsc do okrycia, a starych do ponownego zachwycenia się nimi.
I co? Zwichnięcie, skręcenie oraz naderwanie więzadeł stawu skokowego oraz poziomu stopy w połowie czerwca. Następnie 10 dni w gipsie i co najmniej 4 miesiące nie rozstawania się, że stabilizatorem ortopedycznym na mojej stopie. Nici z chodzenia po Bieszczadach i z rowerowych wycieczek na Mazurach. Jednak nie poddałam się i nie pozwoliłam, aby moja kontuzja całkowicie zniszczyła nam wakacje.
Dzień po ściągnięciu gipsu wyjeżdżaliśmy do znajomych do Częstochowy. Chodziłam tempem żółwia, ale dałam radę. Spędzaliśmy u nich cały weekend. W sobotę postanowiliśmy wybrać się nad zalew Porajski, a ja pokazałam, że orteza na stopie nie przeszkadza w dobrej wakacyjnej zabawie. W prawdzie nie popływałam, ale zalew jest pełen glonów, więc nie było, czego żałować. Zaliczyłam też przejażdżkę rowerkiem wodnym, który można wypożyczyć przy brzegu. Oczywiście nie ja pedałowałam. Okazało się, że Poraj jest miejscówką pies friendly, gdyż nikt nie chciał przegonić suczki naszych przyjaciół i nawet na rowerek wodny mogliśmy ją zabrać.
Tak się złożyło, że akurat tego dnia na jeziorze odbywały się regaty, a na brzegu festyn Dni Poraja, co generowano mnóstwo atrakcji jak obwoźne wesołe miasteczko, koncerty, gry z nagrodami i strefę gastronomiczna z jedzeniem, piwem i innymi napojami.
Podsumowując zalew Porajski jest jedną z najciekawszych
i najpiękniejszych atrakcji Jury Krakowsko- Częstochowskiej, polecam go fanom żeglowania i wypoczynku nad wodą.





poniedziałek, 15 sierpnia 2016

BIKE CAFE i KIERMASZ WYROBÓW REGIONALNYCH


Co jakiś czas w Krakowie na Rynku Głównych organizowany jest kiermasz. O świątecznych pisałam Wam TUTAJ i TUTAJ. W chwili obecnej w Krakowie trwa kiermasz wyrobów regionalnych, na którym możemy zaopatrzyć się w różnego rodzaju wyroby
z Cepelii.


Kiermasz opanowały modne ostatnio wianki, oraz zabawne ręcznie robione maskotki na przykład w kształcie smoka wawelskiego.




Jeśli zmęczymy się zakupami, możemy posilić się między innymi kawą podawaną przez mobilną kawiarnie Bike Cafe. Ceny są niewielkie, za moje cappuccino zapłaciłam 6 zł, ale jak widać kubeczki również pojemnością nie zachwycają. Kawa naprawdę mi smakowała.  


Pani była bardzo miła i chętnie odpowiedziała na moje pytanie o to gdzie jeszcze można spotkać Bike Cafe. Otóż na przykład na Bezogródek Food Truck są na stałe, a ja widziałam ich czasem jeżdżących po Plantach. 


Podsumowując spacerując wśród pięknych rzeczy na kiermaszu wyrobów regionalnych możemy sączyć pyszną kawę od Bike Cafe.





GTW W PODRÓŻY Rzeszów KAWA RZESZOWSKA


Jeśli miałabym wybierać miasto, do którego mogłabym się przeprowadzić  i to od zaraz zdecydowanie byłby to Rzeszów. Kraków kocham najbardziej, ale Rzeszów jest zaraz na drugim miejscu. Ostatnio dzięki mojej szwagierce poznaje to miasto coraz lepiej.


W piękny, upalny dzień zdecydowałyśmy ochłodzić się mrożoną kawą. Wybrałyśmy knajpkę Kawa Rzeszowska. Tam bardzo miły
i uśmiechnięty od ucha do ucha pan zrobił mi najlepszą frappe, jaką piłam od czasu pobytu w Grecji. Doskonale schłodzona, dobrze skomponowana, nie musiałam nawet jej dosładzać. Była po prostu idealna i przypomniała mi słoneczne wakacje na Korfu. Monika też chwaliła swoją kawę smakową, tylko, czemu dostała ją w kuflu do piwa tego nie wiem...


Wnętrze kawiarenki jest niezwykle modnie urządzone. Wszystkie gadżety i motywy zgodne z najnowszymi trendami: betonowe ściany, poduszki, kolorowe krzesła, stare książki, surowe drewniane stoły, palety jako siedziska i fajny pomysł na wykorzystanie worków po ziarnach kawy, taki recykling, który też jest w modzie.




Oprócz niskich cen w Kawie Rzeszowskiej  podoba mi się też ich niezwykle logo: grafika będąca połączeniem rzeszowskiego ratusza
i młynka do kawy.


Pokochałam też bujany fotel w ogródku kawiarni.



Podsumowując, to była najlepsza frappe od lat i Kawę Rzeszowską należy uznać na obowiązkowy przystanek podczas spaceru po tym pięknym mieście.













GTW PODRÓŻUJE Zalew Krasnobród



Tego lata już po raz drugi wybraliśmy się  na Roztocze. Z racji tego, że podróżujemy z naszymi przyjaciółmi oraz z ich psem rasy bigle- Miką szukamy miejsc pies friendly. Co nie jest takie proste jak może się wydawać. Pamiętam, jakie zdziwienie przeżyliśmy, gdy odkryliśmy, że do parków narodowych nie można wchodzić
z psami.
 


Jeden z paru dni naszego pobytu spędziliśmy nad Zalewem Krasnobród. Akwen powstał na rzece Wieprz.  Muszę przyznać, że pretenduje do miana mojego ulubionego jeziora gdyż ma piaszczyste dno, co między innymi, że względu na moja kontuzje kostki było ogromnym plusem. Piaszczysta jest też strzeżona plaża po jednej stronie jeziora z wydzielonym kąpieliskiem. Obok znajduje się parę punktów gastronomicznych, toalety oraz ścieżki spacerowe przez pobliski lasek. Możemy też pospacerować po drewnianym molo lub wypożyczyć rowerek wodny i popływać nim po jeziorze. Niestety ta część plaży jest niedostępna dla psów. Dlatego my ulokowaliśmy się na przeciwległym brzegu zalewu. Tam, co prawda nie ma tych wszystkich atrakcji, ale co za tym idzie jest dużo mniej ludzi. Zejście do wody jest łagodne, obok stoją ławeczki i stoliki, a niewielki lasek daje miły cień. No i przede wszystkim miejscówka jest pies friendly.




Zdecydowanie polecam Wam zalew Krasnobród. Jest piękny
i można tam spędzić czas bardzo przyjemnie i się w pełni zrelaksować. Szczególnie w środku tygodnia, gdy nie ma tłumów. Jeśli towarzyszy Wam psiak to będzie zachwycony mogąc schłodzić się w jeziorze.


wtorek, 9 sierpnia 2016

"Salome" Oscar Wilde. Teatr Odwrócony


Gdy tylko zobaczyłam na Facebooku wydarzenie "Salome"
w Teatrze Odwróconym w reżyserii Pawła Pawlika wiedziałam, że muszę to zobaczyć. Po pierwsze, dlatego iż Oscar Wilde to jeden
z moich ulubionych autorów. Po drugie uwielbiam historię Salome. Opowiada ona o pięknej księżniczce, która zakochała się nieszczęśliwie w Janie "chrzcicielu". Po odrzuceniu, którego doznaje Salome jej uczucie przemienia się w nienawiść. W zamian za wykonanie tańca dla swojego ojczyma- Heroda, targana rządzą zemsty Salome życzy sobie otrzymać głowę Jana na srebrnym półmisku. Jej życzenie zostaje spełnione.
Spektakl, który oglądałam z zapartym tchem był monodramem, czyli występem jednego aktora wcielającego się we wszystkie role. Anna Rakowska zrobiła to doskonale. Perfekcyjnie oddała skrajne emocje towarzyszące Salome: miłosną ekstazę i nienawiść, uwielbienie dla ukochanego i okrucieństwo wobec niego. Wyraziła również pełen pogardy stosunek Jana do Salome oraz chorą fascynację Heroda swoją pasierbicą. Kostiumy i surowa scenografia pustelni potęgują wrażenie obłędu, w który poparła tytułowa bohaterka.
Zachwycił mnie też sam Teatr Odwrócony, jako placówka,
a właściwie jego pracownicy. To niezwykle mili i przyjacielscy ludzie, którzy chętnie pomogą i nawet z podziemi wytrzasną dodatkowe miejsce na rezerwację dla mnie i mojej mamy, z którą byłam na spektaklu.
Ponadto na sale, która mieści się w zwykłej kamienicy, wchodzi się niemal po ciemku. Jedynie przy blasku świec trzymanych przez obsługę. To prosty a bardzo efektowny zabieg.
Teatr rządzi się zasadą Pay What You Want. Płacimy tyle ile chcemy, po obejrzeniu przedstawienia. Nie tylko spektakl, ale również cała obsługa i otoczka są warte na prawdę dużych pieniędzy.




Rzeźba "Salome" Walerego Gadomskiego z Galerii Sztuki Polskiej XIX w Sukiennicach.

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

GTW W PODRÓŻY Rzeszów FRAGOLA


Jeśli lato to oczywiście lody. To jedne z moich ulubionych słodyczy zaraz obok czekolady i ciastek. Zawsze, gdy byłam w Rzeszowie jadłam lody u Myszki. Jednak moja szwagierka postanowiła przeżyć moja wiedzę na temat rzeszowskich lodziarni i zabrała mnie do Fragoli.


Muszę przyznać, że Myszka ma silną konkurencję. Lody były pyszne, a wybór ciekawych smaków przeogromny. Po długim namyśle zdecydowałam się na słodkiego i kremowego pieczonego banana oraz na orzeźwiające i lekko sorbetowe Mojito. Za dwie widoczne na zdjęciu porcje zapłaciliśmy 13 zł, co jest ceną, do której przyzwyczaił mnie Kraków i która była adekwatna do smaku lodów.


Nie była adekwatna natomiast do wystroju kawiarenki. Wystrój to za dużo powiedziane. Parę białych, względnie ładnych krzeseł, stoliki pożyczone z baru "U Józka" i tyle. Wnętrze jest ładnie pomalowane i to buduje jego potencjał. Zdecydowanie potrzebują dekoratora wnętrz. Tak się składa, że znam świetną dekoratorkę
i tak się składa, że jest akurat z Rzeszowa (MN Pracownia Projektowa- Monika Nałęcz).


Podsumowując, będąc w Rzeszowie warto spróbować wyszukanych smaków lodów z Fragoli, ale nie koniecznie jeść je na miejscu. Lepiej udać się na spacer po mieście.

Ogólna ocena 7/10.




wtorek, 2 sierpnia 2016

MASH ROOM

WPIS PRZEZNACZONY DLA OSÓB PEŁNOLETNICH



Najświeższa nowość, dawna fabryka papierosów przy ulicy Dolnych Młynów 10 otrzymała drugie życie. Może nawet lepsze niż to poprzednie :) Wyrastają tam jak grzyby po deszczu modne knajpki z vege jedzeniem i mało popularnymi rodzajami piwa. Do tego leżaki w ogródkach oraz kino plenerowe i mamy absolutny hit tego lata.



Oczywiście nie mogło mnie tam zabraknąć. Wybrałam się na piwo
z moją przyjaciółką do jednego z pubów. Wrażenie wywarł przeciętne.
Zamówiłyśmy Holbe w standardowej cenie 8 zł, ale jeżeli jeszcze raz wybiorę się do Mushroom to zamówię whisky, ponieważ mają całkiem spory wybór.
Urzekł mnie natomiast entuzjazm i energia barmana. Aż żal było od baru odchodzić.


Mieszane uczucia wzbudził we mnie wystrój. Betonowe ściany. Na nich wydrukowane popularne w Internecie grafiku z cyklu "Psie sucharki". Do tego równie modne i dizajnerskie meble, których kolor trochę przełamywał monotonie wnętrza. Tak samo jak sufit
i trójwymiarowa dekoracja jednej ściany. Wszystko do siebie pasuje oraz tworzy minimalistyczną, surową całość. To trochę nie mój klimat, ale staram się docenić pomysł.




Podsumowując, jeśli chcecie poznać cel pielgrzymek krakowskiej hipsteriady koniecznie wybierzcie się do jednego z lokali na Dolnych Młynów 10. Na przykład do Mushroom.

Ogólna ocena 6/10.