niedziela, 26 czerwca 2016

MIÓD I WINO



Od lat restauracja Miód i Wino zachęcała mnie do wejścia przede wszystkim wystrojem widzianym przez okna. W końcu nadarzyła się okazja na zjedzenie tam kolacji. Byłam bardzo podekscytowana iiii... spotkało mnie wielkie rozczarowanie.


Klapa dosłownie od progu, ponieważ kelner w ogóle nie zauważył naszego wejścia! Po 10 minutach oczekiwania przy stoliku wybrałam się do baru i zapytałam czy ktoś nam poda menu. Nieco zaspany, ale ubrany w uniform oddający staropolski klimat restauracji kelner przeprosił i wreszcie zajął się pracą. 
Dostaliśmy menu, które również nie spełniło naszych oczekiwań. Pozycji było niewiele, mało wyszukanych i piekielnie drogich. Zamówiłam placki ziemniaczane z gulaszem z jelenia. Uwielbiam dziczyznę, ale gulasz mnie nie zachwycił. Smak mięsa nie był wystarczająco dobrze wydobyty i podkreślony, a raczej  został zdominowany przez przyprawy.


Pstrąg w warzywach z ziemniakami, zamówiony przez mojego chłopaka był bardzo przeciętny, nie wyróżniał się niczym. Lepsze jadłam w małych knajpeczkach nad Soliną. 



Przed daniami głównymi otrzymaliśmy darmową przystawkę: dwa rodzaje chleba ze smalcem i muszę przyznać, że to właśnie starter smakował najlepiej z całej kolacji.


Niestety pomimo zabiegu z gratisową przystawką, który bardzo sobie cenie w restauracjach, Miód i Wino poniosło klęskę. Smak nijaki a cena ogromna bo za nasze dwa dania i dwie herbaty zapłaciliśmy aż 109 zł! Porcje były spore, ale jednak nie na tyle duże aby mogły tyle kosztować.


W Miód i Wino wszystko właściwie jest duże. Sale są wręcz ogromne, dlatego masywne stoły i krzesła dobrze się w nich sprawdzają. Wystrój oddaje sarmacki klimat, podkreślony skórami upolowanych przez szlachciców zwierząt oraz flagami z herbami arystokracji. Jednakże przy tak wielkiej powierzchni takie dekoracje to wciąż za mało i ściany odrobinę świecą pustkami. Pomieszczenie jest długie i wąskie dlatego może sprawiać problemy przy urządzaniu i pewnie stąd niezwykle drażniący mnie pomysł zastawiania drzwi stolikami. Nawet jeśli owe drzwi nigdzie nie prowadzą to można je wykorzystać w kreatywny sposób.


Podsumowując Miód i Wino z pewnością nadaje się na przyjęcie dużej ilości bogatych gości podczas sarmackiej biesiady. Dobrze sprawdzi się na imprezy okolicznościowe w staropolskim klimacie. Na szczęście szlachta zawsze należała do zamożnych.
Ogólna ocena 3/10.












sobota, 18 czerwca 2016

RE


Pub Re to miejsce, posiadające jeden z najlepszych ogródków na Starym Mieście, odgrodzony od ulicy, ładny, z dużą ilością miejsc. Paradoksalnie jednak niemal zawsze, kiedy tam idę wszystkie stoliki w ogródku są zajęte i pozostaje zająć miejsce w środku, czyli w piwnicy.


Piwnica ta nie wyróżnia się niczym szczególnym, jeśli chodzi
o krakowskie puby. Jest tam owszem bardzo dużo miejsc do siedzenia, lecz nie wszystkie ustawione w sposób przemyślany i nie koniecznie pasujące do siebie
.


Nie wiem, co kierowało kimś, kto urządzał wnętrze, bo ciężko tu dopatrzeć się jakiegoś motywu przewodniego czy nawet odwołań do nazwy, poza niewielką grafiką w jednej z sal.


Cena za lane piwo wynosi 8 zł, co wydaje mi się, o co najmniej o 2 zł za dużo jak za zwykłe Tyskie. Lampka wina to koszt 7 zł. W ofercie nie ma właściwie nic specjalnego, żadnych wyszukanych piw czy drinków. Jedynie obsługa odznacza się czymś wyjątkowym, ponieważ są bardzo mili i chętnie zagadują.


Podsumowując piwo w Re na ogródku  w gronie znajomych to dobry pomysł na spędzenie popołudnia, ale gdyby nie ten ogródek to knajpa wypadłaby przeciętnie.
Ogólna ocena: 6/10.











niedziela, 12 czerwca 2016

COFFEE STREET


Muszę przyznać, że bardzo lubię tą kawiarnie pomimo jej wad. To tam na pierwszym roku studiów rodził się pomysł mojego bloga,
a więc darzę ją sentymentem.
Główną wadą jest niezwykle mały metraż i kompletnie niedobrane olbrzymie sofy oraz masywne krzesła i stoliki, które sprawiają, że wnętrze wydaje się zapchane. Owszem są wygodne, ale gdyby zrezygnować z jednego stolika kawiarnia nabrałaby lekkości. Można też po prostu zmienić meble na takie, które nadają się dla małych lokali i ich nie przytłaczają. Poza tym podobają mi się czarno- białe zdjęcia ulic na ścianach, w końcu to Coffee Street, szkoda tylko, że są słabo wyeksponowane.


No, ale najważniejsze, że kawiarnia ma też plusy. Należy do nich niewątpliwie kawa, dobra
i tania. Klasyczne propozycje są naprawdę doskonale wykonane
i spokojnie możemy pić je bez cukru. W memu znajdziemy też sezonowe kawowe wariacje na przykład caffe latte
z Oreo i lodami. Do każdej kawy dostajemy gratis: rogalika lub ciasto marchewkowe. Gratisy są zwykle suche, ale może właśnie, dlatego są darmowe, więc nie przeszkadzało mi to skoro
i tak nie zapłaciłam.


Pracownice kawiarni są przemiłe i rekompensują częściową samoobsługę, która panuje
w lokalu.
Podsumowując Coffe Street nadaje się idealnie na szybką kawę między zajęciami lub
w przerwie w pracy.
Ogólna ocena 7/10.








czwartek, 9 czerwca 2016

KARMELLO



Nie sposób przejść obojętnie obok witryny Karmello. Wołają do nas małe, ślicznie wyglądające czekoladowe pralinki. Gdy wejdziemy do środka dowiemy się, że po zakupie czekoladek nasz portfel nie będzie już tak szczęśliwy jak nasze podniebienie. Ale nie o sklepie chcę Wam dziś napisać, lecz o kawiarni.


Za częścią sklepową jest sala z przestronnymi lożami, trochę surowo urządzona i może nie jest dobra na randkę, ale na grupowe przyjacielskie plotki przy czekoladowych deserach odpowiednia. Charakteru miał nadać kolorowy napis "czekolada" na ścianie, ale to nie wystarczyło, aby urozmaicić wnętrze. Może zmiana mebli na lżejsze i kolorów na jaśniejsze przy zachowaniu motywu przewodniego czekolady byłaby lepszym pomysłem.




Najlepszą moim zdaniem pozycją w menu są zestawy kawa+ pralinka za 5 zł lub czekolada+ pralinka za 7, 50 zł. Dzięki nim możemy skosztować czekoladek, które tak wdzięcznie wyglądały
w witrynie i nie zbankrutować. Kawa mi nie smakowała, zdecydowanie specjalnością Karmello jest czekolada, również ta do picia. Idealnie wyważona ani nie za słodka ani tym bardziej nie gorzka. Do tego perfekcyjna konsystencja, spodziewałam się gęstej czekolady, której nie znoszę i spotkało mnie miłe zaskoczenie. Nie jest to w prawdzie kakao, ale i tak jest wyśmienita. Darujcie sobie jednak tą wersje z cynamonem, ponieważ przesadzają z jego ilością. A pralinki są przepyszne! Szczególnie moja ulubiona oblana białą czekoladą, delikatna z wierzchu i chrupiąca w środku piernikowa Porto Novo.
 



Znacznym minusem jest fakt, że aby złożyć zamówienie musimy przespacerować się do kasy. Na szczęście względnie miłe
i ogarnięte kelnerki przynoszą zamówienie do stolika, niestety na rachunek czekamy czasem całe wieki.


Podsumowując do Karmello warto wybrać się ze znajomymi
i zamówić zestaw: pralinka z czekoladą, za to zdecydowanie darować sobie kawę.
Ogólna ocena 7/10.