niedziela, 22 stycznia 2017

Śniadanie w Krakowie: CUKIERNIA JÓZEF WILK



W ramach poznawania nowej dzielnicy odrywam cukiernie
oraz piekarnie, które mam w okolicy i bladym świtem wychodzę, aby "upolować” moje słodkie śniadanko. Józef Wilk to była pierwsza cukiernia, do której trafiłam jeszcze w dzień przeprowadzki. 
Głodna i już przed południem zmęczona zakupiłam tam drugie śniadanie. Stojąc w kolejce (na Salwatorze wszędzie są kolejki) miałam sporo czasu, aby przyjrzeć się asortymentowi. Niestety ekspozycja pozostawia wiele do życzenia: ściśnięte w brzydkich lodówkach ciasteczka przestają wyglądać apetycznie. Co z tego, że są kolorowe i pewnie pyszne, jeśli nie zachęcają do zakupu.



Postanowiłam, więc patrzeć w inną stronę, a tam okropny stolik
i krzesło, czyli pseudo możliwość zjedzenia na miejscu. Myślę, że tak na prawdę przydaje się tylko wtedy, gdy do względnie miłych pań przyjdzie znajoma w odwiedziny i chce gdzieś usiąść. 



Kupiłam za małego ślimaczka z białą czekoladą, za 1,80 zł
i wyszłam, aby zjeść w domu. Średnio mi smakowało. Drożdżówka nie była miękka, za to mega słodka, aż zamulająca
i pusta w środku. Natomiast polewa z "białej czekolady" bardziej przypominała lukier. 



Podsumowując: Nie poszłam tam więcej. Przydałby im się spec od ekspozycji towarów i osoba, która degustowałaby wypieki. Może jeszcze kiedyś dam druga szansę Cukierni Józef Wilk. 
Ogólna ocena 2/10.


Gdzie pójść w Krakowie? Na konferencje IT!

Od niedawna współpracuje z grupą KrakWhiteHat zajmująca się tematem bezpieczeństwa w sieci.
W poniedziałek odbędzie się pierwsza konferancja, którą dla nich organizuje.
Zapraszam wszystkich zainteresowanych tematem: Malware i phishing. Ewolucja i rozwój na wybranych przykladach.
Wstęp bezpłatny. Wszelkie informacje pod tym linkiem:
https://www.facebook.com/events/733533663464780/?ti=cl

wtorek, 10 stycznia 2017

KRAKOWSKI KUMPIR


Tak, wiem, że temperatura bynajmniej nie sprzyja jedzeniu na zewnątrz. Na swoje usprawiedliwienie powiem, że do Kumpira poszłam jeszcze w październiku, a fotografuje wszystkie miejsca, w których jadam i o każdej porze. 
I wiem również, że pewnie czeka mnie ogrom krytyki, gdy powiem, że tradycyjny krakowski Kumpir jest moim zdaniem paskudny. Za duży, zamulający, kiepsko przyprawiony, wygląda jak kupa i nie chodzi tu o kupę ziemniaków z dodatkami, którą
w rzeczywistości jest. 
 


Nie tylko mi się smakowało, ale również nie podobało. Budka
z Kumpirem jest przy Hali Targowej, jak zawsze obleganej przez wszelkiego typu żulernie. Mało tego, tragiczne stoliczki
i krzesełka są otoczone przelewającymi się koszami na śmieci, na których żerują gołębie. Brrry. Darowałam sobie fotografowanie śmietników. Przy takich warunkach spodziewałam się, że ziemniak będzie kosztował nie więcej niż 12 zł. Zdziwiłam się, gdy zobaczyłam ceny w przedziale od 12 do 20-kilku zł. 
.
 


Podsumowując, krakowskiego Kumpira trzeba spróbować. No, więc spróbowałam i już go tam nigdy nie kupię. Może w innej budce znajdę lepszego ziemniaka.
Ogólna ocena 3/10.





sobota, 7 stycznia 2017

Śniadanie w Krakowie: CUKIERNIA J.G.- Jacek Galganek


W listopadzie zeszłego roku chodziłam na rehabilitację zwichniętej kostki i między wszystkimi zajęciami a wizyta w przychodni miałam około pół godziny wolnego. Czas ten poświęcałam na poszukiwanie nowych cukierni i piekarni, w których mogłabym kupić śniadanie na dzień następny.
Odskulowa wystawa Cukierni J.G. zachęciła mnie do wejścia.



W środku okazało się równie staromodnie. "Stylowy" stoliczek
i krzesła, bardziej podkreślały staroświecki wystrój niż służyły do siedzenia. 



Wisienką na torcie (takie tematyczne porównanie) okazała się przepiękna czerwona waga, która ciągle jest używana przez niezwykle pogodną panią sprzedawczynię. 



Może nie waży zbytnio dokładnie, ale robi wrażenie. Zwykle nie przepadam za miejscami, w których czas zatrzymał się w PRL-u, ale Cukiernia J.G. ujęła mnie za serce i podoba mi się ten retro wystrój.
Zakupiłam 5 uroczych malutkich słodkich bułeczek. Były delikatnie maślane w smaku, a ich mięciutkie ciasto przyjemnie rozpływało się w ustach. Doskonale komponowały się z dżemem
i z truskawkami. 



Ponadto skusiłam się na równie ślicznie wyglądające miniaturowe pączuszki. Były tak pyszne, że nie doczekały zdjęcia. Za wszystko zapłaciłam 5.10 zł, czyli niewiele. 
Podsumowując, warto zajrzeć do Cukierni J.G. nie tylko ze względu na znakomite wypieki, ale również, aby zobaczyć tą niezwykłą wagę.

Ogólna ocena: 7/10.