piątek, 25 grudnia 2015

Mój słodki Kraków CUKIERNIA JAGIELOŃSKA


Słodkości w święta ciąg dalszy.
Zawsze miałam ochotę zajrzeć do tej cukierni, ale ostatecznie zmotywowała mnie to tego dopiero 10% zniżka, którą otrzymujemy wraz z zakupem biletów do Teatru Starego. Ze zniżki możemy skorzystać w dniu spektaklu. Nawiasem mówiąc my wybraliśmy się na "Hamleta". Była to bardzo nowoczesna interpretacja dramatu, dość intrygująca. Bardzo pozytywnym zaskoczeniem było nie tylko zejście aktorów ze sceny i gra w śród widzów, ale przede wszystkim wyjście poza mury teatru, czyli sceny odgrywane na placu Szczepańskim, transmitowane za pomocą kamery umieszczonej
w samochodzie oraz aktorzy wchodzący do środka przez okno po drabinie ustawionej na placu.
Wracając do tematu cukierni. Wybór mamy całkiem spory, jeśli chodzi o ciasta i ciasteczka. Smakują jak te domowe przyrządzone przez naszą babcie mamę czy ciocie.


Do tego herbatka. Za taki deserowy zestaw zapłaciliśmy mniej niż 14 zł, czyli bardzo tanio. Miejsce przy stoliku w oknie i możemy bardzo przyjemnie wykorzystać czas przed lub po spektaklu.



W cukierni jest naprawdę bardzo dużo stolików, jednak ja oczywiście uważam, że te w oknie są najlepsze. Niestety w kawiarni obowiązuje samoobsługa, a panie czasem mieszają zamówienia, ale są za to miłe dla klientów.


Podsumowując, gdy już kupicie bilety na sztukę do Teatru Starego to warto skorzystać ze zniżki i przypomnieć sobie jak smakuje domowe ciasto.
Ogólna ocena 7/10.









Mój słodki Kraków CIRCUS FAMILY


W święta nic nie jest tak pyszne jak słodkości, dlatego w ten niezwykły czas na blogu również będzie słodko. 
Zaczniemy od Circus Family, bliźniaczej siostry Krakowskiej Manufaktury Czekolady. Sami siebie tak nazywają i faktycznie nie da się nie zauważyć, że kawiarnie to siostry bliźniaczki. Szczególnie, jeśli chodzi o menu. Niemal identycznie. Zdecydowałam się na koktajl Pani Zima. Na szczęście nie był w cale zimny za to perfekcyjnie czekoladowy i o idealnej konsystencji. To propozycja dla tych z Was, którzy lubią baaardzo słodkie koktajle.


Ceny bardzo przystępne tak samo jak w Krakowskiej Manufakturze Czekolady. Do tego miałam okazje wykorzystać zniżkę 10%, którą dostałam podczas zakupów w Manufakturze. 


Wystrój idealnie pasuje do nazwy. Mnóstwo cyrkowych dekoracji, kolorowo, pełno czekolady dookoła, nawet personel nosi ubrania, które przywodzą na myśl kostiumy cyrkowców. I jest parę uroczych stolików w oknie. Jeśli zabraknie miejsca w górnej sali lokal dysponuje również piwnicą.



A skoro już mowa o personelu to w prawdzie jest miły, ale na pewno się nie przepracowują i raczej są mało rozgarnięci. Do koktajlu z bitą śmietaną nie dostałam łyżeczki, a większość stolików wokół nas wymagała wytarcia.


Podsumowując, słodki, bardzo czekoladowy koktajl z widokiem na Rynek Główny w Krakowie i Mariacki to świetna opcja na świąteczny wieczór.
Ogólna ocena 8/10.













WESOŁYCH ŚWIĄT



Drodzy czytelniczy!
W te święta życzę Wam szczęścia, wspaniałości, wymarzonych prezentów i samych pyszności na stole.

Wesołych Świąt!





piątek, 11 grudnia 2015

MALINOWY ANIOŁ


Od paru tygodni moja przyjaciółka namawiała mnie na wyprawę do podkrakowskich Zielonek do restauracji Malinowy Anioł. W tym tygodniu wreszcie udało mi się znaleźć czas, aby tam pojechać.
Dobre pierwsze wrażenie lokal zrobił na mnie wystrojem. Ciekawie, z klasą, nieprzeładowane, ani nie wieje nudą, wszystko do siebie pasuje i wpisuje się w najnowsze trendy dekoratorskie. Do tego motyw malin i aniołów powtarza się wielokrotnie, więc wystrój pasuje do nazwy, a na tym punkcie jestem szczególnie wyczulona.



Za poleceniem mojej przyjaciółki zamówiłam dziecięcy zestaw kurczak+ frytki+ marchewka. Tak, dziecięcy. Nie było problemu
z zamówieniem, pomimo, że na dziecko nie wyglądam. Porcja jest mała, ale można nią zaspokoić mały głód no i kosztuje jedyne 8,90. Kurczak smakował dobrze a szczególne panierka, która była na tyle dobrze zrobiona, że nie odpadała.


Taka decyzja nie była przypadkowa, chciałyśmy zjeść małe danie główne alby spróbować jeszcze przystawki i deseru. Na przystawkę pyszne duże ravioli (19,90) w dwóch wyrazistych smakach
z idealnie doprawionym farszem. A na deser chwalony przez wszystkich creme brulee (16,90). Podobno mają tam najlepszy na świecie. Niestety nie było mi dane ko końca się o tym przekonać. Naprawdę przemiłej pani kelnerce skończył się gas po opaleniu
1 centymetra deseru. Dostałyśmy, więc całkiem smaczny nieopalony creme brulee za darmo, a dodatkowo zamówiłyśmy, gnocchi z syropem malinowym na deser, które niestety smakowało
i wyglądało jak zwykłe ziemniaczane kluski polane syropem ze sklepu, ale za to nie kosztowało więcej niż 9 zł.


Jedyne, co mam do zarzucenia to za wysokie ceny dań głównych ze standardowego menu. Każde około 30 zł. To nie centrum Krakowa, ani w ogóle to nie Kraków, aby tak windować ceny.




Podsumowując myślę, że warto zajrzeć do Malinowego Anioła
i sprawdzić czy creme brulee jest rzeczywiście taki dobry jak mówią oraz mieć przyjemność spotkać jedną z najmilszych pań kelnerek jakie do tej pory miałam.
Ogólna ocena 9/10.












poniedziałek, 7 grudnia 2015

Mój słodki Kraków CUP CAKE CORNER



Uwielbiam, kocham i szaleje na punkcie tych babeczek! 



To była miłość od pierwszego wejrzenia, bo wyglądają obłędnie pięknie. No i od pierwszego kęsa, ponieważ smakują fantastycznie! Idealne wilgotne ciasto i przepyszne kremy sprawiają, że jestem uzależniona od Cup Cake Corner. 
Zdecydowanie mogę polecić babeczkę Oreo.


Ostatnio po raz kolejny skusiłam się na miętową, pierwszą, jaką
w ogóle było mi dane spróbować w Cup Cake Corner. I muszę przyznać, że faktycznie stara miłość nie rdzewieje, bo nadal kocham miętóweczkę. Do tego wyśmienita kawa o smaku szarlotki z gwiazdkowej edycji i już czuję święta. Moja przyjaciółka również wybrała świąteczną kawę oraz czekoladowe konfetti. Coś dla fanów czekoladowych bomb.


Jednakże, moim zdecydowanym faworytem i ulubioną babeczką, po prostu tą jedyną na całe życie jest Red Velvet. Musicie tego spróbować, wtedy mnie zrozumiecie. Na zdjęciu obok babeczki jest podgrzewany bajgiel, nowość w Cup Cake Corner. Nie przebija babeczek, ale również bardzo mi smakuje. Samodzielnie wybieramy rodzaj pieczywa oraz serek, który ma znaleźć się w środku. Pierwszy raz jadłam bajgla i od razu znalazł się w czołówce moich ulubionych przekąsek. 


Cup Cake Corner wpędził mnie w kolejne uzależnienie. Do babeczek dołączyła czekolada z piankami. Długo szukałam
w krakowskich lokalach odpowiedniej dla mnie i tu znalazłam zdecydowanie najlepszą. Nie znoszę gęstej czekolady. Ta ma konsystencje kakao, ale jest bardziej czekoladowa. I ma malutkie, urocze, słodkie pianki. Od samego pisania o niej mam ochotę pobiec i kupić.
 


Zdecydowanie najczęściej wybieram lokal na ulicy Brackiej. Głównie, dlatego, że obsługa zawsze jest tam miła i uśmiechnięta. Wystrój raczej minimalistyczny z autorskimi akcentami w postaci babeczek na ścianach. 




Mamy możliwość rozsiąść się wygodnie na miękkich sofach
i zachwycać się smakiem babeczek. I właściwie wszystko byłoby cudownie gdyby nie dość wysokie ceny no, ale czego się nie robi
w imię miłości.



W Krakowie kawiarnie tej sieci są jeszcze na ulicach Grockiej
i Jana Kochanowskiego. 
Podsumowując, jeśli ktoś z Was jeszcze nie był w Cup Cake Corner szybko to naprawcie i również zakochajcie się w ich przepysznych babeczkach.
Ogólna ocena 10/10.










poniedziałek, 30 listopada 2015

POLAKOWSCY


Kolejny lokal z wieloletnimi tradycjami na blogu. Można tam zjeść moim zdaniem najlepsze i największe frytki w Krakowie. Do wyboru mamy dania z karty oraz gotowe dania przyrządzane każdego dnia. Na zdjęciu jedno z takich dań dnia: kurczak
z pieczarkami i z frytkami kosztował około 20 zł, ale nie zachwycał smakiem, mięso było po prostu przeciętne.



Oprócz ogromnych frytek mają tez równie ogromne kotlety oraz pyszny i tani kompot. W lokalu obowiązuje samoobsługa,
a personel jest względnie miło nastawiony do klientów 
i ubrany
w specjalne uniformy z kapeluszem. Właśnie z racji braku kelnerów, który odbiorą zamówienie, przyniosą danie oraz rachunek ceny powinny zostać obniżone.


Wszystkie dekoracje, talerze a nawet meble kojarzą się z wystrojem babcinej kuchni i trzeba przyznać, że w lokalu typu bar samoobsługowy ma to swój urok i w jakiś dziwny sposób nawet się broni. Tylko, po co znowu to niebo na suficie?! Przecież to istny kicz, przy którym nawet sztuczne przetwory i zastawa w kwiatki jest szczytem elegancji.


Hmmm i wszystko fajnie tylko, że Polakowscy zarówno pod względem menu, systemu wydawania posiłków, wystroju i ubioru obsługi są prawie identyczne jak w Polskich Smakach tutajAlbo to Polskie Smaki przypominają Polakowskich. Tak czy inaczej nie rozumiem, dlaczego restauracje wyglądają i funkcjonują tak podobnie, a mają inne nazwy.
Podsumowując, jeśli macie ochotę i apetyt na naprawdę ogromnego kotleta i frytki to koniecznie idźcie do Polakowskich. 
Ogólna ocena 6/10.







niedziela, 22 listopada 2015

Śniadanie w Krakowie PIEKARNIA BINKOWSCY


Dawno nie było nic z cyklu krakowskich śniadań, więc najwyższy czas do nich wrócić. Ta piekarnia to zdecydowanie najczęściej wybierane przeze mnie miejsce na zakup śniadania. Zakup, ponieważ w środku nie ma miejsca, aby usiąść i zjeść. Byłby to dla mnie ogromny minus gdyby nie fakt, że mieszkam zaraz obok
i zakupione tam specjały (w dość niskich cenach) konsumuje
w mieszkaniu. W kwestii minusów to niestety nie mamy możliwość płatności kartą, a panie sprzedające nie zawsze są w stanie wydać nam resztę.


Piekarnia działa od wielu lat i trzeba przyznać, że ich wyroby są naprawdę dobre. Wybór, co prawda nie wielki, ale ja zawszę znajdę coś dla siebie. Gorąco polecam bułkę maślaną w kształcie rogalika (60 gr.). Idealnie chrupiąca i delikatna skórka oraz miękkie wnętrze sprawiają, że jest dla mnie doskonałym śniadaniowym pieczywem. 


Dorównuje jej obwarzanek (80 gr.), z najlepszą na świecie słodka kruszonką.





Zdecydowanie najrzadziej wybieram klasyczne propozycje jak grahamki czy bułki z białego pieczywa. Są dobre, ale nie wyróżnia je nic nadzwyczajnego.


Piekarnia oferuje również słodkie drożdżówki i inne kaloryczne pyszności. Uwielbiam ich rogaliki z marmoladą lub z czekoladą. Spróbowałam również koperty francuskiej z serem, ale jak na mój śniadaniowy apetyt jest za mała.


Dużo bardziej smakuje mi kultowa okrągła drożdżówka z serem (1,50 zł), a właściwie mają tam najlepszą, jaką jadłam i do tego jest dość sycąca. 


Podsumowując, przechodząc obok piekarni Binkowscy warto zaopatrzyć się tak w pierwsze lub drugie (albo obydwa) śniadanie.
Ogólna ocena 7/10.

Przy śniadaniu uwielbiam czytać. Widoczna na zdjęciu książka to "Portret Doriana Graya" napisana przez jednego z moich ulubionych autorów, czyli Oscara Wildea. Powieść opowiada
o niezwykłej urody młodzieńcu, który się nie starzeje. Oznaki upływu czasu widać natomiast na jego portrecie, namalowanym dla niego przez przyjaciela- Bazylego. Młody Dorian ulega wpływom swojego znajome
go, dekadenckiego, zblazowanego, znudzonego życiem lorda Henryk. Z niewinnego przystojnego chłopaka staje się egoistycznym hedonistą i manipulantem niezważającym na uczucia, które wzbudza w swoim przyjacielu ani w pięknej aktorce. Bawi się kosztem życia innych i bezustannie pozostaje młody i piękny, tylko portret zdradza, co tak naprawdę dzieje się z jednym z moich ulubionych bohaterów literackich, jakich miałam okazje poznać. Powieść jest owiana aurą tajemnicy oraz niedopowiedzeń
i domysłów.
Jest również kopalnią genialnych cytatów. 








poniedziałek, 16 listopada 2015

SYCYLIA


Z racji miłości do filmu "Ojciec Chrzestny" moim wielkim marzeniem jest pojechać na Sycylię. Dlatego lgnę do wszystkiego, co kojarzy się z tym miejscem oraz z rodziną Corleone. Nie mogłam, więc przejść obojętnie obok tej restauracji i to nie tylko, dlatego, że tam były jedyne wolne miejsca i przystępne ceny zachęcające z menu widniejącego na zewnątrz. No i tak samo miły jak reszta obsługi promotor pokazujący miejsce w lokalu.


Ten długi korytarz prowadzi z ulicy Floriańskiej na zadaszony całoroczny ogródek pizzerii. Wystrój jest poprawny. Parę typowo włoskich akcentów jak fototapeta z uprawą wina, czy wazony dopełniają wnętrze. Kolory są dobrze dobrane, a całość nie jest przeładowana. Nie przemawia do mnie jednak sufit pomalowany na wzór nieba z chmurkami i takie rzeczy jak zastawione ławą drzwi na dziedzińcu. Celem było zapewne wciśnięcie dodatkowego stolika. Chcieli dobrze, ale nie wyszło. Już lepiej było je czymś zasłonić lub nakleić na nich kolejną fototapetę i zdecydować się na mniejszy stolik albo w ogóle go sobie odpuścić.




W menu znajdziemy obok tradycyjnych pizz parę perełek, a w śród nich ta, na która my się zdecydowaliśmy, czyli pizza Tropikalna
z kiwi, ananasem i szynką. Pierwszy raz jadłam kiwi na pizzy
i muszę przyznać, że smakuje doskonale. Dobrze komponuje się
z resztą składników, sosem i ciastem, jest miękkie i rozpływa się
w ustach. Pizza duża nie jest, ale to odpowiedni rozmiar jak na cenę około 20 zł. Nie mogę pominąć wina. Bardzo dobre stołowe białe wino w cenie 10 zł za pokaźna lampkę. Zwykle wina
w restauracjach leja tyle, co kot napłakał i kosztuje majątek. Tu wreszcie starczyło mi na całą kolację. Byłam w szoku.


Podsumowując: lekka, mała kolacja z pokaźną lampka wina
w Sycylii to przepis na bardzo udany wieczór. I koniecznie spróbujcie pizzy z kiwi.
Ogólna ocena 8/10.