niedziela, 16 kwietnia 2017

sobota, 15 kwietnia 2017

STREETZ AMERICAN BARBECUE

Streetz American Barbecue, czyli dobre złego początki? Czy na pewno?

Wejście do Streetz American Barbecue

Dwa tygodnie temu wróciłam do pomysłu znalezienia idealnego burgera. W tym celu wybraliśmy się z moim Lubym do StreetzAmerican Barbecue.

Pierwsze wrażenie lokal zrobił świetne. Urządzony zgodnie
z nazwą, czyli po amerykańsku z mnóstwem dekoracji rodem
z knajp, które widzimy w filmach wyprodukowanych w USA. Neony, drewniany i dobrze zaopatrzony bar, ozdobne tablice rejestracyjne, które kocham i chciałabym mieć je w swojej kuchni. Nie zaszkodziłoby nawet gdyby tych charakterystycznych elementów było więcej.

Bar w Streetz American Barbecue

Sala w Streetz American Barbecue

Ceny też miło zaskakiwały. Burger za 24 zł, niestandardowe piwo za 7 zł. Propozycje bardzo przyjemne dla portfela.

California burger

Zamówiliśmy po burgerze. Niestety burger mojego Lubego wyglądał tak mało apetycznie, że nawet nie pokaże Wam zdjęcia, bo byłoby ono totalną antyreklamą.
Mój California z ananasem prezentował się całkiem nieźle. Do każdej kanapki w StreetzAmerican Barbecue dodatkowo otrzymamy sałatkę Colesław i frytki. Porcja jest ogromna i nawet ja miałam problemy ze zjedzeniem jej w całości.

Sala Streetz American Barbecue

Burger mi smakował, połączenie mięsa, ananasa oraz sosu orzechowego okazało się bardzo trafione, a sos zapewnił mi nowe doznania smakowe. Do frytek czekały na stole trzy sosy mojej ulubionej marki Heinz. Jedynie bułka była słabej jakości, ale biorąc pod uwagę wszystkie plusy mogę przymknąć na to oko.
Tak samo jak na kelnera, który sprawiał wrażenie (głównie ze względu na strój) jakby wzięli go do pracy prosto z ulicy. Może warto zainwestować w jakieś dostosowane do profilu restauracji uniformy kelnerskie...

Dlaczego zatem dobre złego początki? Zastanawiam się czy to wina Streetz American Barbecue czy może niesprzyjającej aury, ale tak źle po zjedzeniu posiłku to dawno się nie czułam. Niestrawność, uderzenia gorąca, uczucie ciężkości w brzuchu. Chcąc nie chcąc powiązałem te objawy z burgerem. Tak naprawdę mogą mieć nie mieć nic wspólnego. Może kiedyś to sprawdzę, ale póki, co jakoś nie mam ochoty na drugiego burgera.

Podsumowując, gdyby nie moje złe samopoczucie po kolacji poleciłabym Wam tę knajpę z czysty sumieniem. Na dzień dzisiejszy nie wiem, co powiedzieć. Jeśli macie odwagę się tam wybrać to dajcie znać w komentarzach, jakie były Wasze odczucia.
Ogólna ocena 5/10