piątek, 28 lutego 2014

GTW W PODRÓŻY- BUDAPESZT- BARRIO


Kolejny wpis z Budapesztu. To miasto nas zadziwiało. Trudno było znaleźć restauracje, do której chcielibyśmy wejść, trudno  było w ogóle znaleźć restauracje w tym gąszczu fast foodów, ale jakoś się nam udało.

Do Barrio przyciągnęła nas 50 procentowa zniżka obwieszczona na tablicy przed wejściem. Gdy i przeglądaliśmy menu wystawione na zewnątrz podeszła do nas bardzo miła pani kelnerka, która ostatecznie zachęciła nas do wejścia. Wystrój dość specyficzny (charakterystyczny dla lepszych budapesztańskich restauracji) mianowicie koktajl bar+ restauracja. W Polsce te dwa przybytki są od siebie oddzielane, w Budapeszcie nie. Przy czym w środku było bardzo elegancko i przyjemnie. 
Chcieliśmy spróbować tradycyjnej węgierskiej kuchni. Zamówiłam gulasz wołowy w czerwonym winie z kluskami. Był pyszny. Normalnie kosztowałby około 35 zł, ale na szczęście to był tydzień zniżki :)


Podsumowując: Barrio to świetna restauracja z miłym personelem i... wysokimi cenami. Prawda jest taka, że gdyby nie zniżka to nie poszlibyśmy tam. Ale dobrze, że robią promocje. Barrio gorąco polecam szczególnie, jeśli macie zasobniejszy portfel lub traficie na zniżkę. 
Ogólna ocena: 8/10 odjęłam punkty za wysokie ceny bez promocji.










sobota, 22 lutego 2014

GTW W PODRÓŻY- BUDAPESZT- Transport


Szia! (Cześć). Poprzedni tydzień spędziłam w stolicy Węgier. Takie małe ferie :) Szkoda tylko, że pogoda była w kratkę (raz świeciło słońce, a raz przeraźliwie wiało i padał deszcz). Przygotowałam, więc parę wpisów z cyklu Gdzie Tu Wyjść w podróży - Budapeszt.

Zacznę niestandardowo, bo od recenzji... środka transportu. Zwykle o tym nie pisałam, ale teraz uznałam, że należy Was ostrzec przed popełnieniem naszego błędu. Zdecydowaliśmy się na podróż autokarem linii Sindbad Interbus, głownie ze względu na idealny dla nas termin kursu (jest tylko jeden w tygodniu) i niska cenę (chyba około 130 zł w jedną stronę za osobę, ale nie pamiętam dokładnie). Pomijając fakt, że w ogóle nie było komunikatu na dworcu, że autobus podjechał, a pani w informacji podała zły numer stanowiska, na którym miał on się znajdować, to linia się zupełnie nie spisała. 
Po pierwsze kierowcy mówili tylko po bułgarsku i nie wyglądali schludnie ani przyjaźnie, zrobili tylko jeden postój na 8 godzin jazdy oraz podkręcili ogrzewanie na tyle mocno, że w środku była istna sauna. No i tragiczny dobór filmów puszczanych podczas podróży. Już lepiej żeby z nich zrezygnowali.
Po drugie na bilecie była informacja o przystanku, na którym miał zatrzymać się autobus i z którego miał odjechać, jednakże jakimś dziwnym sposobem wysiadaliśmy i wsiadaliśmy na innym przystanku. To jest zwykłe wprowadzanie w błąd lub samowola i nieodpowiedzialność kierowców.
Po trzecie autobus powrotny miał przyjechać o 00: 15 a przyjechał (uwaga!)  prawie o 5 rano!! I tak spędziliśmy "uroczą" zimna noc na przystanku na przeciwko jakiejś dyskoteki dla amatorów techno i dresów (na szczęście Węgrzy to mało agresywny naród). Dworzec autobusowy w Budapeszcie zamykają o 23:00. Z resztą autokar i tak tam nie zajeżdżał. W prawdzie o 23: 45 dostałam sms z informacją, iż autobus będzie opóźniony o góra trzy godziny i że należy wsiadać na przystanku, na którym wysiedliśmy a nie na tym, który widnieje na bilecie. Jednakże to szczyt nieprofesjonalizmu i kpina! Pani, która wysłała sms wyłączyła telefon i zostaliśmy bez jakiejkolwiek informacji czy dojedziemy do domu. Gdyby nie nasza determinacja i nadzieja to nie wiem jak wrócilibyśmy do Krakowa. 
Podsumowując podróży do Budapesztu linią Sindbad Interbus nie polecam nigdy nikomu! Istna porażka przewoźnika i tragedia.
Ogólna ocena: 0/10 a może wypadałoby wystawić ocenę w ujemnej postaci...





niedziela, 9 lutego 2014

ART CAFE




Art Cafe jest kolejnym miejsce, do którego niby na pierwszy rzut oka nie można się przyczepić.

Wystrój ładny i bardzo elegancki. Pasujący do nazwy. Jednak niema w nim nic niezwykłego, a podczas mojej pierwszej wizyty na antresoli śmierdziało papierosami, pomimo, że nie wolno tam palić.


Personel bardzo miły, choć nie śpieszą się niestety z podejściem do stolika. No i jest smacznie, ale... drogo. I to bardzo. Dlatego jadam tam tylko desery. Ceny dań są tak wywindowane, że można się zrujnować. Za to kupując deserek już nie :) Desery są dobre, ale nie jakoś nadzwyczajnie, tak przeciętnie. Dodatkowo, gdy weźmiemy ulotkę od stojącego przed wejściem promotora mamy promocje na ciasto. Szczególnie polecam tam szarlotkę, sernik i ciasto czekoladowe z Advocaatem.



Podsumowując: Art Cafe polecam na deser, pod żadnym pozorem nie wybierajcie się tam na obiad. I to deser podczas eleganckiego spotkania lub eleganckiej randki.
Ogólna ocena 4/10 nie powaliło mnie nic, więc ocena też nie jest powalająca.