środa, 25 grudnia 2013

PIEROGOWY RAJ


Święta, święta, święta, a jak święta to pierogi. Specjalnie na ta świąteczną okazje wpis o pierogarni Pierogowy Raj. 
Największą zaletą Raju jest naprawdę ogromny wybór smaków (zamieszczam zdjęcie ulotki z menu, aby Wam udowodnić),



pracuje nad spróbowaniem każdego rodzaju. Z racji świąt skusiłam się na pierogi z kapusta kiszoną i mięsem oraz chłopskie. 


Oba smaki były pyszne. Moje zdecydowane the best of do tej pory to: Norweskie, Szlacheckie i Cappuccino. Ponadto można zamawiać również na sztuki, (co najmniej sześć pierogów po 1, 50zl za sztukę), ale bardziej opłaca się kupić porcje za 10zł i zamówić w niej dwa rodzaje. Ogólnie rzecz biorąc pierogi mają dobre, nawet bardzo. Ale wystrój fatalny. Amerykańskie akcenty i Marilyn Monroe nijak mają się do pierogów. Na dodatek jeden stolik jest inny niż reszta, nie wiadomo dlaczego, a cały lokal mały. Powinni pomyśleć o aranżacji bardziej spójnej z serwowanym specjałem, jakieś regionalne polskie elementy byłby tu bardzo wskazane. Plusem jest, to, że obsługa słucha rockowych stacji radiowych, ale nie każdy lubi taką muzykę, która po pierwsze nie pasuje do tematyki knajpy, a po drugie Nirvana do pierogów jest swego rodzaju profanacją zespołu.
Podsumowując, polecam Raj, aby tam pójść i wziąć na wynos. I nie kupować nic do picia, bo napije maja drogie.
Ogólna ocena; 6/10 wszystkie punkty przyznane za smak i duży wybór.
Facebook:https://www.facebook.com/PierogowyRaj?fref=ts










poniedziałek, 23 grudnia 2013

ŚWIĘTA


Wesołych Świąt drodzy czytelnicy!


Choinka ubrana, a na niej oczywiście moja ulubiona bombka :)


niedziela, 22 grudnia 2013

KIERMASZ ŚWIĄTECZNY


Powracamy na jakiś czas do Polski, pomimo, że planuje jeszcze dwa wpisy o Pradze. Ale z racji tego, że za chwilę święta, a ja uwielbiam święta (każde, mogłabym świętować nawet Dzień Jeża) to nie mogłam sobie odmówić napisania o Krakowie w świątecznej odsłonie. 
I oczywiście kiermasz. Od przeprowadzki do Krakowa mam swoją tradycje wybrania się na świąteczny kiermasz aby, zjeść owoce w czekoladzie i wypić grzane wino. Co prawda 200ml najpopularniejszego Grzańca Galicyjskiego za 7 zł to czyste zdzierstwo, ale w połączeniu ze świąteczną aurą i tak mi smakuje.


Jeśli chodzi o owoce w czekoladzie to próbowałam: jabłka, mandarynek, ananasa i pianek marshmallow, (pomimo, że marny z nich owoc to też są w ofercie). Najbardziej jak do tej pory smakowały mi mandarynki, a nie polecam jabłka, ponieważ trudno się je. Niestety jak widać na zdjęciach owoce do tanich deserów nie należą. Taki "urok" kiermaszu, że na wszystkim tam zdzierają.


Menu kiermaszowe oferuje nam tez bardziej treściwe dania jak kiełbaski z grilla, bigos, chleb ze smalcem, pierogi. Oczywiście wszystko to w zawyżonych cenach.


Oczywiście główną ideą kiermaszu jest handel różnego rodzaju bibelotami. Od całej masy ozdób świątecznych i słodyczy, przez biżuterię, ceramikę i wyroby skórzane, po drewniane akcesoria do kuchni. Jest nawet kuźnia gdzie można nabyć podkowę na szczęście z imienną dedykacją, a zaraz obok możemy kupić świąteczny pierniczek- serduszko z wróżbą. 




Czasami można znaleźć prawdziwe perełki.

Cudowne róże z kuźni.


Podsumowując wycieczkę na kiermasz świąteczny na Rynku Głównym polecam każdemu, tylko ostrożnie, aby nie zostawić tam fortuny, bo ceny są naprawdę wygórowane. 
































piątek, 13 grudnia 2013

GTW W PODRÓŻY- PRAGA- PRZEWODNIK


Dalszy ciąg wpisów dotyczących Pragi.  I zarazem kontynuacja wprowadzania nowości, tym razem recenzja przewodnika po Pradze, która zapoczątkuje nowy cykl- recenzje przewodników,
z których korzystam, a może w przyszłości recenzje książek. Kryteria wyboru przewodnika były dość prozaiczne: ma mieć taką objętość abym mogła go zmieścić w torebce i dzięki temu zabierać na wycieczki oraz abym zdążyła przeczytać go w 3 dni. No
i oczywiście niska cena. 

Jak widać objętościowo przewodnik Pascala w wersji lajt idealnie wpasował się w moje wymagania. Cenowo też- 26,90 zł. Dodatkowo patronat wydawniczy Itaki był dla mnie gwarantem wysokiej jakości. 
Jeśli chodzi o treść to przewodnik jest doskonały. Dużo ciekawostek, brak nudnych dłużyzn w kwestii opisu zabytków. Jasno i przejrzyście podzielony, bez problemu można odnaleźć każdą informacje. Zawiera najważniejsze i najbardziej interesujące fakty na temat zabytków Pragi. W środku znajdziemy propozycje różnych tras wycieczek, od jedno do paro dniowych. Ponadto przewodnik jest wyposażony w mapki dzielnic, których zwiedzanie proponuje oraz w mapę praskiego metra. Oprócz propozycji zwiedzania zabytków w przewodniku znajdziemy mnóstwo informacji na temat knajpek, restauracji, hoteli- gdzie pójść na piwo, na obiad i gdzie spać. Możemy się też przy okazji lektury nauczyć się paru podstawowych zwrotów po czesku. Najcenniejszą informacją podczas naszego pobytu okazały się godziny otwarcia muzeów, a dokładnie to, że po 16 wstęp do części atrakcji jest darmowy. Nie miałam o tym pojęcia! I w taki właśnie sposób nie zapłaciliśmy prawie żadnego wstępu, a zwiedziliśmy naprawdę dużo. 
Podsumowując gorąco polecam każdemu korzystanie
z przewodnika z serii Pascal lajt podczas zwiedzania Pragi
oraz okolic, o których również jest tam mowa.
Ogólna ocena 10/10.

sobota, 7 grudnia 2013

GTW W PODRÓŻY- PRAGA- HOTEL CLARIS


Obiecałam nowości i oto jedna z nich- pierwsza na blogu recenzja hotelu. Hotele to kolejna kategoria recenzji, którą mam zamiar wprowadzić.

Hotel Claris w Pradze. Znaleźliśmy go przez booking.com
i przyznam, że skusiła nas cena 290 zł za trzy doby w dwu osobowym pokoju z łazienką i śniadaniem w cenie nie daleko centrum. Bierzemy!! 
I ogólnie rzecz wszystko było w porządku i zupełnie nie ma się, do czego przyczepić, ale diabeł tkwi w szczegółach, które mieli trochę niedopracowane... 
Hotel znajduje się na Nowym Mieście, jakieś 20- 30 minut piechotą od centrum. Po drodze mijamy budynek praskiej opery i możemy zahaczyć o plac Wacława oraz o okoliczne lokale gastronomiczne
z cenami niższymi niż na Starym Mieście. My trafiliśmy też na targ świąteczny przed jednym z kościołów, można tam było kupić pamiątki w konkurencyjnych cenach, co mnie bardzo ucieszyło.
Obsługa hotelu była bardzo miła i życzliwa. Pokój całkiem przyjemnie urządzony i nawet czysto (poza paroma kątami
z kurzem i pajęczynami) a śmieci wynoszono nam codziennie. Niestety dostał się nam pokój z dwoma pojedynczymi łóżkami, których połączenie skutkowało niewygodnym spaniem na złączeniu, ale myślę, że to ze względu na fakt, iż była to jedyna dostępna "dwójka" na ten termin. Co do łazienki to mam dość subiektywne zastrzeżenie: wanna a nie prysznic. Ogólnie preferuje prysznic, wannę szczególnie w hotelach uważam za mało higieniczną a zwłaszcza taką z kotarką... No i śniadanie... Też niby wszystko fajnie. Szwedzki stół: parówki, wędliny, sery, dżemy, jajka, miód parę rodzajów płatków, słodkie drożdżówki, do picia trzy rodzaje herbaty, soki, woda, mleko, kawa, kakao. Czyli jest,
w czym wybierać i można było każdego ranka zjeść inne śniadanie, ale niestety zawsze z nieświeżym pieczywem. Ja wiem, że po czesku "czerstwy" znaczy "świeży", ale ich chleb był po prostu po polsku czerstwy. Na koniec dodam tylko, że widok z okna mieliśmy na dziedziniec kamienicy, ale nie przeszkadzało mi to zupełnie,
w końcu nie pojechałam tam tylko wyglądać przez okno :) 
Podsumowując: Hotel Claris polecam każdemu. Jest tani i dobry. Oczywiście mógłby być lepszy, ale nie ma, co za bardzo narzekać. Może Wam zaserwują świeże pieczywo ;)
Ogólna ocena: 8/10 - odjęłam za chleb.