poniedziałek, 31 sierpnia 2015

STARY WIEDEŃ CAFE


Czasem miłą przerwą w szale zakupów jest mała przekąska, dlatego od czasu do czasu zaglądam do lokali mieszczących się w centrach handlowych. Tak też było na zakupach w M1. 



Stary Wiedeń zainteresował mnie nazwa i naprawdę szerokim wyborem apetycznie wyglądających torcików. Postawiła na tort Royal i cafe latte macchiato. Nie pożałowałam wyboru. Porcje duże i smak zarówno ciacha jak i kawy bardzo przypadł mi do gustu. Nie przypadła natomiast cena, bo za taką przyjemność zapłaciłam prawie 20 zł, czyli za dużo jak na kawiarnie w galerii.


Obsługa była bardzo miła, ale nie doczekałam się na rachunek, ani nawet na kelnerkę w zasięgu wzroku, trzeba było, więc samemu pofatygować się do kasy, aby zapłacić.




Co do wystroju to uważam, że staromodne eleganckie krzesła dobrze tu pasują, bo właśnie z takimi klimatami Wiedeń mi się kojarzy, tak go zapamiętałam. Nie radzę jednak siadać na dole, bo miejsce nie jest odgrodzone na tyle dobrze alby zapomnieć, że siedzimy w galerii handlowej. Za to antresola to już zupełnie, co innego. Tam siedzi się bardzo przyjemnie.


Podobają się również balustrady i latarnie dodające szyku właściwego dla Wiednia. Uważam jednak, że stolików jest stanowczo za dużo, nie potrzeba ich aż tyle, bo ruch w kawiarni jest niewielki. Ponadto przydałby się więcej klimatycznych elementów na ścianach, które świecą pustkami. Sugerowałabym może jakieś fotografie starego Wiednia.


Podsumowując gdyby nie ceny to miejsce byłoby w stu procentach godne polecenia głownie ze względu na smak ciasta i antresole.
Ogólna ocena 7/10.





środa, 26 sierpnia 2015

BAR ORIENTALNY DONG- DO


Dawno nie było orientalnych klimatów. Najwyższy czas do nich powrócić. 
W Dong- Do zjadłam kaczkę po tokińsku. Ogólnie uwielbiam kaczki i jak tylko widzę tego typu danie w przystępnej cenie to zamawiam. Jak wiadomo takich barach ceny są jak najbardziej przystępne, tutaj oczywiście też. Smak kaczki tak samo jak  cena - przystępny. Nie chodzi o to, że była zła, smakowała mi, ale po orientalnej kuchni spodziewałam się czegoś bardziej egzotycznego.



To, czym Dong- Do zachwyca to kelnerka. Ta pani nie tylko jest przemiła, ale potrafi też doskonale doradzić, dobrać potrawę do upodobań, wyjaśnić niezrozumiałe nazwy oraz polecić pasujący do dania napój. Rozumiem, że niektórzy klienci mogą poczuć się osaczeni, ale mi się podobało.



 Za to wystrój mi się nie podobał. Jak zawsze w orient knajpach. Straciłam już nadzieje na znalezienie takiej gustownie urządzonej
w Krakowie. Tak jak we wszystkich, w których byłam tu też jest kiczowato i dość tandetnie, choć bywało gorzej. Nie pomaga ani akwarium ani stylizowany bar. Może wypadłyby lepiej gdyby zmienić aranżacje pomieszczenia. Orientalna estetyka niesie ze sobą naprawdę szeroki wachlarz (może być dekoracją :)) możliwości jak na przykład feng shui. 





Podsumowując Dong- Do polecam na sycący obiad z przyjaciółmi, szczególnie tym, którzy swoją przygodę z kuchnią orientalną dopiero zaczynają. Kelnerka Wam wszystko wyjaśni i pomoże wybrać coś z bogatej oferty lokalu.
Ogólna ocena 7/10.
Edit: Dowiedziałam się, że ta pani, która tam pracuje jest właścicielką. Brawo dla niej za podejście do klienta!!












piątek, 21 sierpnia 2015

HOUSE OF DONUTS


Jak tylko zobaczyłam tą cukiernie od razu się w niej zakochałam. Uwielbiam donuty, a co dopiero gdy są takie kolorowe
i nadziewane! Mogłabym jadać tam codziennie.


.Jak widać wybór jest spory. Mi najbardziej smakują te nadziewane białą czekoladą. Do tego najlepsza kawa na zimno, jaką piłam. Prawdziwie chłodzi, można samemu wybrać smak syropu i sosu oraz rodzaj mleka. Niestety zestawik taki do tanich nie należy, bo kosztuje prawie 20 zł.



Możne też wziąć donuta na wynos.




Pani, która tam pracuje jest niezwykle miła. 





Co do wystroju to mam tak mieszane uczucia jak mieszany jest wygląd miejsca. Wnętrze jest jasne, urządzone modnymi białymi meblami, co pasuje do równie modnych pączków z dziurką
i wszystko byłoby w jak najlepszym porządku gdyby nie jedna ściana. Czarna ściana nawiązująca do serialu House of Cards oraz do nazwy miejsca. W sumie nie podoba mi się ten akcent, ponieważ zupełnie nie pasuje do lekkości reszty lokalu. Odrysowane "zwłoki" nie są najlepszym motywem w cukierni, nawet, jeśli nazwa brzmi podobnie.


Podsumowując raz na jakiś czas warto wydać nie małą sumę na pysznego pączka i niesamowitą kawę w House of Donuts.
Ogólna ocena: 9/10.





czwartek, 13 sierpnia 2015

GTW W PODRÓŻY Polańczyk PSTRĄG


W tegoroczne wakacje czasu na wyjazdy mam niestety bardzo mało, dlatego to już ostatni letni wycieczkowy wpis. Nie mogło jednak zabraknąć czasu na odwiedzenie Polańczyka. Już czwarty rok z rzędu. I również czwarty rok spaliśmy na tym samym polu namiotowym i jedliśmy pstrąga w tej samej knajpie na głównym skrzyżowaniu miasteczka.


Ten pstrąg to już tradycja, tak jak z resztą cały wyjazd. Osobiście po spróbowaniu pstrąga zarówno wędzonego jak i tego z grilla zdecydowanie preferuje wędzonego. Ruby może nie wyglądają rewelacyjnie, ale za to doskonale smakują.



Jak widać wystrój również nie wygląda jakoś cudownie elegancko. Przyczyniają się do tego plastikowo- papierowa "zastawa" i krzesła rodem z osiedlowego baru "U Krysi". Jednakże ma to swój klimat, który raczej służy temu miejscu robiąc z niego jakąś dziwną formę podkarpackiej zakapiorskiej tawerny. Przy tym jest czysto,
a obsługa jest niezwykle miła i uprzejma.



Lubię to miejsce do tego stopnia, że o dziwo nie przeszkadza grill
i wędzarnia na tarasie. A ściana z patyków przeznaczonych na opał nawet mi się podoba, choć zapewne taki efekt uzyskali zupełnie przypadkowo, bo chcieli, aby były pod ręką :)



Jedyne, do czego mogę się przyczepić to cena. Uważam, że ponad 50 zł za dwie ryby, dwie porcje frytek i trzy soki to trochę za dużo biorąc pod uwagę, że raczej się tym nie najemy.




Podsumowując, jeśli kiedykolwiek będziecie w Polańczyku koniecznie idźcie tam na pstrąga, oczywiście wędzonego.
Ogólna ocena 8/10.


Wpis otwierają i zamykają zdjęcia jeziora Solina.




środa, 5 sierpnia 2015

GTW W PODRÓŻY Warszawa JM HOTEL


Drugi wpis z Warszawy będzie o naszym hotelu. Naszym świetnym hotelu! A rozpoczyna go moje zdjęcie z Syrenką- symbolem Warszawy.

(zdjęcie z Internetu)

Wybór padła na JM Hotel ze względu na jego dogodną lokalizacje: blisko do Pałacu Kultury i na warszawską starówkę. Rezerwacji dokonałam jak zawsze przez booking.com, kierowaliśmy się również ocenami z tejże strony, które JM ma bardzo wysokie. Okazało się, że są one prawdą. Nie odbiega ani trochę od wysokich standardów, do których przyzwyczaiły nas hotele w Berlinie czy Bratysławie. Ładnie i schludne urządzony, dobrze wyposażony pokój z klimatyzacją był miłą bazą wypadową. Zupełnie nic nie zmieniłabym w jego wystroju. W kwestii czystości również nie mam tu nic do zarzucenia.


Do tego widok z 24 piętra bardzo mi się podobał. Zarówno w dzień jak i w nocy. Lubię wysoko położone pokoje.





Personel JM Hotel jest bardzo miły i niezwykle przyjaźnie nastawiony do klienta, ponadto pani z recepcji była bardzo pomocna i udzieliła nam wszystkich informacji, o które prosiliśmy.  



Wykupiliśmy opcje ze śniadaniem, z którego również jestem bardzo zadowolona. Bardzo szeroki wybór przysmaków, choć malutkim minusikiem był fakt, że jakoś nie śpieszono się z uzupełnianiem ich braków. Berlińskie śniadanie postawiło jednak poprzeczkę tak wysoko, że póki, co żadne go nie przebiło.




Za dwie doby w dwuosobowym pokoju z łazienką i śniadaniem zapłaciliśmy ponad 500 zł, co moim zdaniem jest ceną adekwatną do poziomu usług oferowanych przez czterogwiazdkowy JM Hotel.  



Podsumowując na weekend w Warszawie zdecydowanie polecam JM Hotel. Jest warty każdej wydanej złotówki ze względu na naprawdę wysoki standard i świetną lokalizację.
Ogólna ocena 10/10.





I na koniec zdjęcie Kolumny Zygmunta na Placu Zamkowym. Nawet trochę zamku Królewskiego się w kadrze zmieściło :)












niedziela, 2 sierpnia 2015

GTW W PODRÓŻY Warszawa

Ja pod moją ukochaną tęczą!

Wakacje w pełni, więc najwyższa pora na wycieczkowy cykl na blogu. W tym roku delikatnie i bez szaleństw z podróżami, ponieważ pisze magisterkę. Pierwszą naszą wyprawą była stolica. Głównym celem wyjazdu był wymarzony przez nas koncert ACDC. Niesamowite przeżycie!


Resztę weekendu wykorzystaliśmy na zwiedzanie warszawskich zabytków i knajp. Niestety wszystkie lokale, w których jedliśmy
i piliśmy były tak zatłoczone, że uniemożliwiało to zrobienie zdjęć. Ale tradycyjnie napiszę parę słów o transporcie, przewodniku
i hotelu.
Na pierwszy ogień transport. Postawiliśmy na pociąg. Do Warszawy Pendolino, a z Expres Intercity. Pendolino po prostu wymiata! Tak to ja mogę jeździć! Brak opóźnień, klimatyzacja, czysto, bardzo mila obsługa, bardzo dużo miejsca, wygodne fotele no i szybko. Expres Intercity ustępuje mu we wszystkim, przez co komfort jazdy jest nieporównywalnie mniejszy. Wyjątkowo irytował mnie tu stoliczek na jedzenie, który ciągle sam się zamykał, co sprawiło, że parę razy prawie wylałam herbatę.
W Pendolino o czymś takim nie było mowy. Oczywiście za te wszystkie luksusy się płaci i to nie mało, bo prawie 70 zł za bilet studencki w 2 klasie. Dla porównania w ICE za taki sam bilet zapłaciliśmy 23 zł. Mile zaskoczył mnie darmowy poczęstunek
w postaci kawy, herbaty, wody lub soku do wyboru w obu opcjach przejazdowych.


Teraz czas na przewodnik. Jak zawsze mały i tani. Używałam tego
z wydawnictwa Wiedza i Życie. Ogólnie można go opisać jednym słowem: beznadziejny. Brak małych mapek dzielnic, które opisuje, ani słowa o godzinach otwarcia czy cenach biletów wstępu do zabytków, które są w dodatku omówione po prostu nudno. Zupełnie zbędne informacje dotyczące demografii albo biznesu. Katastrofa.


Gdybym wcześniej nie przeczytała książki z serii Wielkie Muzea na temat historii i zbiorów Zamku Królewskiego w Warszawie to
z powyższego przewodnika nie dowiedziałbym  się nic. Książka bardzo dokładnie i ciekawie opisuje dzieje zamku i najbardziej warte uwagi eksponaty, które się tam znajdują. Przy czym nie posługuje się niezrozumiałym fachowym językiem i zawiera dużo interesujących anegdot. Na jedną i druga pozycje nie wydałam dużo, bo nie więcej niż 15 zł. 


Podsumowując przy organizacji weekendowego wypadu do stolicy polecam, Pendolino i książkę z serii Wielkie Muzea natomiast zupełnie odradzam przewodnik, z którego ja korzystałam
Oceny:
Pendolino 9/10 szkoda, że nie było wi-fi
Expres Intercity 4/10 szkoda, że to nie Pendolino
Przewodnik 2/10 szkoda, że nudny
Książka o zamku Królewskim w Warszawie wydana przez Rzeczpospolitą i HPS 10/10.

Pałac Kultury i Nauki.