wtorek, 30 kwietnia 2013

MORELA


Restauracja Morela na ulicy Stolarskiej to moim zdaniem bardzo przyjemne miejsce. 
Wystrój jest elegancki, ale zarazem bardzo przytulny, a takie połączenie rzadko się zdarza. Jest mój ukochany stolik w oknie. Morela posiada również letni ogródek, nawet dwa letnie ogródki! Jeden na ulicy, za którym nie przepadam właśnie z tego względu, że jest na ulicy. Drugi natomiast jest w idealnym miejscu, czyli na dziedzińcu kamienicy.
Panie kelnerki są miłe, ale nie śpieszą się z podejściem do klienta, co jest irytujące zwłaszcza, gdy czekamy na rachunek i doczekać się nie możemy. 
Ceny, jak w każdej eleganckiej restauracji dość wysokie. Ja jadłam sałatkę z pomarańczą i serem pleśniowym (19zł), która była przepyszna! Myślę, że głównie za sprawą wyśmienitego sosu. Na deser polecam tiramisu z musem malinowym (11zł), które jest jednym z najlepszych, jakie kiedykolwiek jadłam.


Oprócz tego w menu znajdziemy szeroki wybór kasz.
Podsumowując Morele polecam na randki i przede wszystkim na tiramisu i kaszę, ale radze wcześniej zaoszczędzić trochę pieniędzy, które będziemy chcieli przejeść.
Ogólna ocena 6/10- odjęłam 4 punkty za trochę opieszałą obsługę i dość wysokie ceny. Większość punktów w tym przypadki przyznałam za smak posiłków.
Facebook: https://www.facebook.com/restauracjamorela?fref=ts


zdjęcie z internetu (które nie jest przekłamane)

zdjęcie z internetu- ogródek

zdjęcie z internetu- ogródek na ulicy






wtorek, 23 kwietnia 2013

MICHALSCY



Idziemy na deser! :)
Tym razem do Michalskich. Byłam w tej cukierni wiele razy i niemal w każdej oprócz zakupu słodkości "na wynos" można je zjeść na miejscu. Parę razy zawitałam do ich cukierni w Galerii Krakowskiej, oprócz pysznych deserów i w miarę miłej obsługi nic mi się tam nie podobało. Miejsca było mało, a jedząc czułam, że wszyscy klienci na mnie patrzą i byłam pod presją, aby szybko zjeść i wyjść. A przecież nie na tym polega idea jedzenia deseru...
Na szczęście Michalscy otworzyli nową, ogromną cukiernię na rogu ulic Św. Anny i Wiślnej. 
Tam mamy pełną opcje: pyszne desery w jak najbardziej przystępnych cenach. Jadłam malinową pana cotte za 11zł


oraz szarlotkę na ciepło z bitą śmietaną i sosem malinowym. Moja przyjaciółka zamówiła tiramisu. Wszystko było bajecznie pyszne. Mało tego, wystrój jest imponujący. Elegancki, ale nie do przesady, bardzo dużo miejsca i mnóstwo stolików w oknach. Obsługa bardzo miła i w przeciwieństwie do innych cukierni Michalskich nie wymagają tam od nas samoobsługi. Na minus uderzyła mnie tylko jedna rzecz. Panie kelnerki noszą niebieskie spódnice w czerwono- zielone kwiaty. Ten strój zupełnie nie pasuje do wystroju lokalu i nawet się z nim gryzie. 
Podsumowując cukiernie Michalskich polecam wszystkim (ale tylko tą na roku Św. Anny i Wiślnej). Jest dobrym miejscem na spotkanie z przyjaciółmi i na randkę.
Ogólna ocena 9/10 no te okropne krzykliwe i kiczowate spódnice sprawiły ze Michalscy nie dostają maksymalnej ilości punktów. 
Facebook: https://www.facebook.com/cukiernia.michalscy?fref=ts





Zdjęcie z internetu. Tym razem nie jest tak przekłamane jak zwykle








sobota, 20 kwietnia 2013

GLONOJAD


Na początku chciałabym przeprosić za dość długą nieobecność... Może nie będę się dużo tłumaczyć, powiem tyle: studia, praca, pisanie pracy licencjackiej odbierają mi wenę na pisanie postów.

Ale wracam z nową recenzją z cyklu mięsożerca w wegetariańskim barze.
W Glonojadzie byłam raz i być może kiedyś jeszcze zaglądnę, ale na pewno stałym klientem nie zostanę. 
Dosłownie od wejścia uderzył mnie największy minus baru. Kotara przy drzwiach. Co to w ogóle za pomysł?! Straszne. Biorąc pod uwagę, że dekorator raczej się nie popisał i Glonojad ma dość toporny wystrój to kotara jeszcze pogarsza sprawę. Na plus we wnętrzu są stoliki w oknach, wieszaki na płaszcze i fakt, że miejsca jest sporo. Najciekawszym elementem Glonojada jest obraz przedstawiający widok na bar.



  Jednak to za mało, żeby zrekompensować tragiczne pierwsze wrażenie wywołane przez kotarę.


W kwestii menu glonojad oferuje ciekawe propozycje w przystępnych cenach (mój smażony ser, kasza i surówki kosztowały 14zł + 5zł herbata), a porcje są bardzo duże. Niestety nie ma możliwości zakupienia połowy porcji co jest zdecydowanym minusem. Prawie tak dużym jak samoobsługa na którą jesteśmy w Glonojadzie skazani. Na szczęście panie przyjmujące zamówienia są bardzo miłe. Jeśli chodzi o smak potraw mam mieszane uczucia... Ser był dobry, ale jadłam lepsze wegetariańskie potrawy, spodziewałam się czegoś więcej. Nie powaliło mnie na kolana.
Gdy robi się ciepło Glonojad zaprasza nas do ogródka, co jest całkiem miłą ponieważ na placu Matejki mniej osób zagląda nam w talerz, niż gdy siedzimy na rynku.
Podsumowując Glonojada polecam amatorom zieleniny, którzy są bardzo głodni i chcą szybko zaspokoić głód za niewielkie pieniądze.
Ogólna ocena 5/10 lokal jest po prostu przeciętny. Punkty odjęłam głównie za kotarę i samoobsługa.
Facebook: https://www.facebook.com/pages/Glonojad/107354746012656?fref=ts




zdjęcie z internetu

zdjęcie z internetu

ogródek- zdjęcie z internetu

moje danie










poniedziałek, 1 kwietnia 2013

RELAKS


Przechodząc ulicą św. Tomasza zawsze chciałam pójść do tego baru, ponieważ słyszałam o nim same dobre opinie. Po wizycie w Relaksie zastanawiam się skąd te pochwały się w ogóle wzięły?! Zupełnie mi się tam nie podobało.
Po pierwsze obsługa knajpy jest tragiczna. Opieszała (same musiałyśmy usunąć brudne kufle, po poprzednich klientach, ze stolika przy którym usiadłyśmy) i nieprofesjonalna. Pani za barem nawet nie zapytała jaki sok chce do piwa tylko od razu wlała mi malinowy. I ogólnie w lokalu jest brudno. Co to ma być?!
Wystrój... hmmm. Chcieli dobrze wyszło bardzo, bardzo źle. Zdjęcie z internetu nie oddaje oczywiście tej dekoratorskiej klęski, którą tam zastajemy. Zamysł był fajny- rzeczy "każda z innej parafii" tworzące ładną, spójną całość. Niestety wykonanie się posypało. Tam naprawdę nic do niczego nie pasuje, meble są już nieco zniszczone, całość wygląda niechlujnie, ponuro i po prostu brzydko. Nawet antresola i stolik w oknie nic nie uratowały. Najlepiej i najładniej urządzone w Relaksie miejsce to toaleta :) która ponadto jest czysta. Miłe zaskoczenie. 
Ceny są niewysokie (moja koleżanka zrobiła dla mnie zdjęcia menu, które na domiar złego było czymś pobrudzone).

 














Najlepszą rzeczą z oferty Relaksu są ciekawe smaki soków do piwa. Niestety jeśli chcemy zamówić któryś z tych niestandardowych soków płacimy dodatkowo 2zł. 
Pomimo umiarkowanych cen i ładnej toalety, kolosalne wady takie jak kiepska obsługa i brzydki wystrój zaważyły na mojej ocenie i Relaks dostaje 2/10.
Polecam to miejsce osobom którym właściwie wszystko jedno gdzie pójdą i ile zapłacą za to co zamówią i nie wymagają od knajpy niczego. Na rynku można znaleźć lokale, które oferują niższe ceny, mają ładne wnętrza i miłą obsługę. Relaks jest też odpowiedni na najgorszą randkę życia :)



wyidealizowane zdjęcie z internetu