sobota, 20 kwietnia 2013

GLONOJAD


Na początku chciałabym przeprosić za dość długą nieobecność... Może nie będę się dużo tłumaczyć, powiem tyle: studia, praca, pisanie pracy licencjackiej odbierają mi wenę na pisanie postów.

Ale wracam z nową recenzją z cyklu mięsożerca w wegetariańskim barze.
W Glonojadzie byłam raz i być może kiedyś jeszcze zaglądnę, ale na pewno stałym klientem nie zostanę. 
Dosłownie od wejścia uderzył mnie największy minus baru. Kotara przy drzwiach. Co to w ogóle za pomysł?! Straszne. Biorąc pod uwagę, że dekorator raczej się nie popisał i Glonojad ma dość toporny wystrój to kotara jeszcze pogarsza sprawę. Na plus we wnętrzu są stoliki w oknach, wieszaki na płaszcze i fakt, że miejsca jest sporo. Najciekawszym elementem Glonojada jest obraz przedstawiający widok na bar.



  Jednak to za mało, żeby zrekompensować tragiczne pierwsze wrażenie wywołane przez kotarę.


W kwestii menu glonojad oferuje ciekawe propozycje w przystępnych cenach (mój smażony ser, kasza i surówki kosztowały 14zł + 5zł herbata), a porcje są bardzo duże. Niestety nie ma możliwości zakupienia połowy porcji co jest zdecydowanym minusem. Prawie tak dużym jak samoobsługa na którą jesteśmy w Glonojadzie skazani. Na szczęście panie przyjmujące zamówienia są bardzo miłe. Jeśli chodzi o smak potraw mam mieszane uczucia... Ser był dobry, ale jadłam lepsze wegetariańskie potrawy, spodziewałam się czegoś więcej. Nie powaliło mnie na kolana.
Gdy robi się ciepło Glonojad zaprasza nas do ogródka, co jest całkiem miłą ponieważ na placu Matejki mniej osób zagląda nam w talerz, niż gdy siedzimy na rynku.
Podsumowując Glonojada polecam amatorom zieleniny, którzy są bardzo głodni i chcą szybko zaspokoić głód za niewielkie pieniądze.
Ogólna ocena 5/10 lokal jest po prostu przeciętny. Punkty odjęłam głównie za kotarę i samoobsługa.
Facebook: https://www.facebook.com/pages/Glonojad/107354746012656?fref=ts




zdjęcie z internetu

zdjęcie z internetu

ogródek- zdjęcie z internetu

moje danie










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz