wtorek, 23 kwietnia 2013

MICHALSCY



Idziemy na deser! :)
Tym razem do Michalskich. Byłam w tej cukierni wiele razy i niemal w każdej oprócz zakupu słodkości "na wynos" można je zjeść na miejscu. Parę razy zawitałam do ich cukierni w Galerii Krakowskiej, oprócz pysznych deserów i w miarę miłej obsługi nic mi się tam nie podobało. Miejsca było mało, a jedząc czułam, że wszyscy klienci na mnie patrzą i byłam pod presją, aby szybko zjeść i wyjść. A przecież nie na tym polega idea jedzenia deseru...
Na szczęście Michalscy otworzyli nową, ogromną cukiernię na rogu ulic Św. Anny i Wiślnej. 
Tam mamy pełną opcje: pyszne desery w jak najbardziej przystępnych cenach. Jadłam malinową pana cotte za 11zł


oraz szarlotkę na ciepło z bitą śmietaną i sosem malinowym. Moja przyjaciółka zamówiła tiramisu. Wszystko było bajecznie pyszne. Mało tego, wystrój jest imponujący. Elegancki, ale nie do przesady, bardzo dużo miejsca i mnóstwo stolików w oknach. Obsługa bardzo miła i w przeciwieństwie do innych cukierni Michalskich nie wymagają tam od nas samoobsługi. Na minus uderzyła mnie tylko jedna rzecz. Panie kelnerki noszą niebieskie spódnice w czerwono- zielone kwiaty. Ten strój zupełnie nie pasuje do wystroju lokalu i nawet się z nim gryzie. 
Podsumowując cukiernie Michalskich polecam wszystkim (ale tylko tą na roku Św. Anny i Wiślnej). Jest dobrym miejscem na spotkanie z przyjaciółmi i na randkę.
Ogólna ocena 9/10 no te okropne krzykliwe i kiczowate spódnice sprawiły ze Michalscy nie dostają maksymalnej ilości punktów. 
Facebook: https://www.facebook.com/cukiernia.michalscy?fref=ts





Zdjęcie z internetu. Tym razem nie jest tak przekłamane jak zwykle








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz