wtorek, 29 marca 2016

BOSCAIOLA


Z zewnątrz Boscaiola zachęca do wejścia stolikami w oknie
i eleganckim wystrojem. I trzeba przyznać, że wnętrze lokalu nie sprawi nam zawodu, przestronne mieści na prawdę sporą ilość stolików. Do tego zdecydowanie czujemy włoski klimat, ponieważ dekoracje współgrają z rodzajem kuchni. W szczególności podoba mi się łuk pod sufitem z butelek po winie. Ciekawy pomysł,
z którym w Boscaiola spotkałam się po raz pierwszy.



Zawodu nie sprawi też obsługa. Bardzo profesjonalna i na wysokim poziomie. Chciałabym w tym miejscu napisać, że potrawy też nas nie zawiodą, ale niestety nie mogę. Risotto z krewetkami, które zamówiłam nauczyło mnie, że jeden z moich przysmaków, czyli krewetki jednak może źle smakować. Były twarde
i nieprzyprawione, do tego było ich mało. Jedynie ryż i sos okazały się bez zarzutu. Ale przecież nie po to zamawiałam risotto
z krewetkami, aby jeść tylko ryż w sosie. Nawet nie wygląda to dobrze na talerzu.


Calzone zamówione przez moją przyjaciółkę Karolinę okazało się
o niebo lepszym wyborem. Po pierwsze porcja była duża
i adekwatna do ceny, a muszę powiedzieć, że w Boscaiola jest drogo. Ponadto było smaczne. Cienkie, ale niechrupiące ciasto (nie lubię, gdy ciasto od pizzy jest chrupiące), delikatne w smaku wypełnione dobrze skomponowaną i idealnie doprawioną mieszanką szpinaku, sera i suszonych pomidorów. 


Na koniec zdecydowałam się na deser. Panna Cotta była mała, ale po małym risotto spodziewałam się równie drogiego i małego deseru. Jednak w przeciwieństwie do dania głównego okazał się przepyszny. Delikatny i kremowy smak zaostrzony słodkim syropem pomarańczowym. Po prostu delicje zdecydowanie warte swojej ceny.




Podczas innej wizyty zamówiłam pizzę, była dobra, ale nie wybitna i nie nadawała się dla dwóch osób.


Podsumowując Boscaiola nie ma romantycznego klimatu randkowego, dużych porcji ani niskich cen. Polecam ten lokal może na elegancką kolacje z przyjacielem, który nie należy do oszczędnych. I nie polecam zamawiania risotto z krewetkami.
Ogólna ocena 5/10.









poniedziałek, 28 marca 2016

BON JOUR CAVA


Gdy pierwszy raz pójdziecie do Bon Jour Cava zapragniecie wracać tam codziennie. Za każdym razem, gdy przypomnę sobie delikatny, aksamitny i prawdziwie kremowy smak ogromnej cafe latte, chcę tam pójść. To zdecydowanie jedna z najlepszych kaw, jakie próbowałam. Do tego pyszna tarta czekoladowo malinowa. Spód cista był doskonały i nie kruszył się tak bardzo jak to zwykle
w przypadku, tart bywa. Ilość czekolady mogłaby być większa wtedy jej słodycz i cierpki smak podgrzanych malin w galarecie równoważyłyby się idealnie. Co nie zmienia faktu, że tarta była przepyszna. 


Wystrój kawiarni jest równie genialny jak posiłki. Dopasowany do nazwy, bo stylizowany na francuskie kawiarniane ogródki,
z mnóstwem paryskich akcentów jak na przykład obrazek wieży Eiffla. Do tego kolorowe krzesła, wygodne fotele i barowy stół
w oknie. Szczególnie zachwyciły mnie te kolory. Nastrajają pozytywnie cały dzień, jeśli tak jak ja zdecydujemy się na śniadanie w Bon Jour Cava. 


Wisienką na torcie/ tarcie jest przemiła i sympatyczna obsługa, która chętnie doradza w wyborze pyszności.
W kwestii cen Bon Jour Cava wypada całkiem nieźle, za moje śniadanie zapłaciłam około 17 zł. To może wydawać się drogo, ale na prawdę warto.


Podsumowując, zdecydowanie wybierzcie do Bon Jour Cava na kawę i tartę. Będzie dobre na każdą okazję i o każdej porze.
Ogólna ocena: 10/10.












niedziela, 27 marca 2016

niedziela, 20 marca 2016

CoffeeBook


Dziś trochę inna kategoria, bo kawa na wynos. Ja również uległam tej, hipsterskiej modzie na popijanie kawy z papierowego kubka idąc do pracy, na uczelnie czy też na spacer. Oprócz popularnych sieciówek pojawiło się mnóstwo lokalnych barów oferujących kawę na wynos. Jeden z nich znajduje się w budynku Biblioteki Wojewódzkiej. Właściwie nie określiłabym tego mianem kawiarni, ponieważ jest to stoisko, na którym można kupić napoje i przekąski. Dlatego nie ma tu mowy o wystroju, jednak twórcy wykazali się pomysłowością i stoisko jest umieszczone we wnęce mającej podwójne drzwi jak wielka szafa.




Pomimo małych rozmiarów "lokalu" wybór jest duży. Do tego przystępne ceny, za największą caffe latte płacimy 10 zł. No i na prawdę dobra, odpowiednio słodka i aksamitna kawa jest przygotowywana przez wiecznie uśmiechniętego bariste. 
Na szczęście byłam szczęśliwą posiadaczką dwóch kart na darmowe kawy.




Podsumowując dobra, duża, tania kawa na wynos z baru gdzie nie ma kolejek. Wpadnijcie tam po swój hipsterski kubek.
Ogólna ocena 9/10.




piątek, 11 marca 2016

SMAKOŁYKI


Wiele razy przechodziłam obok Smakołyków, ale dopiero tydzień temu jadłam tam pierwszy raz. Pierwszy i pewnie ostatni. Zupełnie nic mi się nie podobało.
Po pierwsze wystrój jak w troszkę ładniejszej stołówce. Co prawda kolory do siebie pasują i jest dużo miejsca oraz antresola i stolik
w oknie, ale jednak to wszystko nie pomogło w pozbyciu się stołówkowego klimatu. Nie rozumiem też, po co te regały
z książkami. A już komplety absurd stanowi fortepian na antresoli. Na dodatek ktoś na nim grał. Po pierwsze ciężko się rozmawiało
w takich warunkach. Po drugie stołówka i fortepian pasują do siebie jak kwiatek do kożucha. Muzyka grana do przysłowiowego kotleta w tak mało eleganckim lokalu jest profanacją dla tego szlachetnego instrumentu.



Kelner do najmilszych nie należał. Podczas składania zamówienia dowiedzieliśmy się, że nie ma tego, na co się zdecydowaliśmy
i zmieniliśmy szybko nasze wybory. U mnie padło na naleśniki ze szpinakiem, serem feta i śmietaną. Nie polecam ich, dało się wyczuć w nich oleisty posmak, a sera były na prawdę śladowe ilości.


Schab, który zamówił mój chłopak był dużo lepszy. Miękki i dobrze doprawiony, dla niektórych może aż za dobrze, ale mi to odpowiada.


Porcje są pożywne, chociaż wydają się małe. Jednak, jeśli nie zamawiamy dania dnia, (którego już nie było oczywiście) to sporo przepłacimy, ponieważ dodatki kupujemy osobno. Jedynie
z herbaty byłam w pełni zadowolona, ponieważ rzadko spotykam, aby w standardowej cenie 6 zł serwowano sypana herbatkę.
Podsumowując, po prostu nie polecam. Ten fortepian odstraszył mnie do tego stopnia, że nawet na ten obiad dnia już tam nie pójdę.
Ogólna ocena: 3/10.









wtorek, 1 marca 2016

CZARKA


Zakochałam się w tym miejscu! I jest to miłość od pierwszego wejrzenia, bo jak tylko weszłam do Czarki i zobaczyłam wystrój to wiedziałam, że uczucie połączy nas na zawsze. Urocze
i klimatyczne poduszki do siedzenia na podłodze przy niskich stoliczkach dosłownie zwaliły mnie z nóg. To genialny pomysł oddający specyfikę lokalu związaną z azjatyckimi zwyczajami picia herbaty. Ogólnie bardzo ładnych akcentów rodem z dalekiego wschodu jest tam dużo, co stanowi ogromny plus i w pełni wykorzystuje potencjał, jaki daje herbaciarnia.



Jeśli ktoś jednak preferuje tradycyjne krzesła i stoliki również znajdzie coś dla siebie.


Personel Czarki jest niezwykle miły i swoim wyglądem a nawet zachowaniem pasuje do klimatu miejsca. Zarówno od pani kelnerki jak i z lokalu bije japoński spokój. 
Oprócz poduszeczek do siedzenia na podłodze i niskich stoliczków moja drugą miłością, którą tam spotkałam jest oczywiście herbata. Od zawsze uwielbiam ten napój, dlatego piję go zdecydowanie częściej niż kawę. W Czarce mamy całe mnóstwo herbat do wyboru i nie wiem, kiedy ja zdążę spróbować wszystkich. Menu jest bardzo przejrzyste, a napary podzielone kolorami. Zaczęliśmy od cierpkiej
i gorzkiej żółtej oraz delikatnej i stonowanej białej herbaty
o intrygującej nazwie Biała Małpa. Taki czajniczek jest na prawdę bardzo pojemny i dużo się w nim mieści, a cena jednego wynosi paręnaście złotych, a więc nie drogo. Herbatę pijemy oczywiście
w czarkach jak na miejsce o takiej nazwie przystało.


Oprócz napoju na miejscu możemy zakupić susz "na wynos" lub różnego rodzaje piękne pojemniczki do przechowywania albo naczynia do podawania herbaty. 



Podsumowując, to chyba najbardziej nastrojowe miejsce, w jakim byłam, idealne jak mało, które aby spędzić tam romantyczną randkę.
Ogólna ocena: 10/10.