czwartek, 27 października 2016

BAZA

WPIS PRZEZNACZONY DLA OSÓB PEŁNOLETNICH




Ostatnio dotarłam do Bazy. Nowego pubu na Floriańskiej, który od razu przypadł mi do gustu.
O Bazie wie jeszcze niewiele osób, dlatego tłumów tak nie ma
i łatwo o wolne miejsce.
Stolików jest całkiem sporo, a każdy z nich zdobi płyta winylowa. Co prawda są to płyty z kolędami, ale liczy się efekt. Jeśli chodzi o ciekawy efekt to podobają mi się też  malunki na jednej ze ścian. Wyglądają jakby pląsały w rytm muzyki trans. Z resztą dziwnym trafem właśnie taka muzyka mi tam pasuje, chociaż średnio za nią przepadam.



Barmani są bardzo mili i przyjacielscy. Niestety ceny nie są już tak przyjacielsko nastawione do naszego portfela. Za piwo Jeżyk
i Cole zapłaciłam 15 zł. To dużo biorąc pod uwagę, że pub nie jest popularny, ale z drugiej strony mieści się na Floriańskiej, więc może to odpowiednia cena. Ciężko stwierdzić. Tak czy inaczej muszę przyznać, że Jeżyk to jedno z najlepszych piw, jakie piłam. Nie za słodkie, ma idealnie wyważony smak i jest przyjemnie delikatne.



Podsumowując, zachęcam Was do zdobycia Bazy ;)
Ogólna ocena: 8/10.

Podoba się Wam taki klimat pubu?


niedziela, 23 października 2016

WYSZUKANE DESERY BRACI SZEWCZENKO



Jakiś czas temu trafiłam na ranking 25 najlepszych deserów
w Krakowie. Wśród nich były specjały z cukierni Wyszukane Desery. Gdy odkryłam, że mają swój lokal nie daleko miejsca,
w którym mieszkałam od razu wybrałam się tam na deser. 



Jak sama nazwa wskazuje słodkości są na prawdę nietuzinkowe zarówno pod względem smaku, jaki i wyglądu. Rozsmakowałam się w małym, fioletowym cudeńku o nazwie Prowenza. Pysznie pachnąca lawendowa galaretka zawierająca brzoskwiniowy krem to niezwykle słodkie połączenie kwiatu i owocu. Nigdy czegoś takiego nie jadłam, deser, choć mały w zupełności nasycił mój apetyt.



Ciasto czekoladowo- miętowe skusiło mojego chłopaka, lekki czekoladowy krem i coś w rodzaju miętowej pianki stanowiły nieziemskie doznanie dla kubków smakowych.
Jak zapewne się domyślacie desery tej klasy są drogie. Za nasze dwie małe (dosłownie) przyjemności zapłaciliśmy 23 zł, ale uważam, że było warto. 



Wnętrze cukierni jest urządzone z równie wyszukanym smakiem.
Z jednej strony minimalistyczne i eleganckie, ale przy tym nadal miłe dla oka, przytulne oraz pełne modnych rozwiązań i połączeń kolorystycznych.



Bracia sami pracują w swoim lokalu, dzięki czemu cierpliwie i
z pasją opowiadają o każdym z deserów o enigmatycznych nazwach. Niezwykle dbają o każdego klienta, pragną, aby wyszedł zadowolony, tu nawet obsługa jest klasy premium.



Podsumowując Wyszukane Desery Braci Szewczenko to obowiązkowy punkt każdego fana słodkości, który mieszka
w Krakowie lub odwiedza to miasto.
Ogólna ocena 9/10.

Lubicie takie wyszukane słodkie pyszności?


niedziela, 16 października 2016

Śniadanie w Krakowie PIEKARNIA POCHOPIEŃ


Lubię odkrywać krakowskie piekarnie, więc uzbierało mi się
w kolejce parę wpisów z cyklu Śniadanie w Krakowie. Zacznę od Piekarni Pchopień. Pewnej soboty zawitałam to ich oddziału (są sieciówką) na ulicy Karmelickiej.
  


Chwilę wahałam się nad podjęciem decyzji, ale ostatecznie kupiłam precla z cukrem. Postanowiłam zjeść go w domu, ponieważ stolik w piekarni nie zachęca do pozostania na miejscu, a wnętrze jest standardowe jak na tego typu sklepy. Niczym się nie wyróżnia, tylko półki z wypiekami i jasne ściany.



Wyróżniał się natomiast precelek. Nie dość, że z cukrem, to jeszcze bardzo dobry. Delikatne, chrupiące kruche ciasto
z maślaną nutą i słodyczą cukrowej posypki zapadło mi w pamięć do dzisiaj. Precelek doskonale komponował się z marynowanymi gruszkami i gorącą czekoladą. Śniadanie mistrzów :)



Tego samego dnia wybierałam się w odwiedziny do moich przyjaciół, więc postanowiłam kupić u Pochopienia coś słodkiego dla nich. Zawołały do mnie babeczki z czekoladą i orzeszkami.


Niestety nie zdały u mnie egzaminu. Zbyt kruchy spód przysparzał trudności podczas jedzenia, a gorzka czekolada powinna zostać zastąpiona mleczną, która lepiej komponowałaby się z wiśniowym nadzieniem, z orzeszka powinni po prostu zrezygnować, lepiej sprawdziłyby się wiórki kokosowe. Jeśli już chcą pozostać przy gorzkiej czekoladzie i orzeszkach to sugerowałabym nadzienie
z toffi. 
 


Ceny w piekarni są niskie, za precelka i 10 babeczek zapłaciłam
9 zł. Pani z obsługi była bardzo miła i można było uciąć z nią miłą pogawędkę.
Podsumowując zachęcam Was do spróbowania wyśmienitego precelka z cukrem z Piekarni Pochopień.
Ogólna ocena 7/10.
Wy też lubicie piekarnie?




niedziela, 9 października 2016

GTW PODRÓŻUJE: JEZIORO SOLIŃSKIE- POLAŃCZYK


Polańczyk jest obowiązkowym punktem naszych wakacji. Jeździmy tam, co roku. Pisałam już o polu namiotowym, na którym nocujemy oraz o pstrągu, którego zjedzenie stało się już naszą doroczną tradycją. 




Teraz przyszedł czas na jezioro i plaże w Polańczyku.




Plaża leży zaraz obok naszego pola namiotowego, weekendami trudno znaleźć na niej miejsce, w tygodniu niemal świeci pustkami. Strzeżone kąpielisko jest bardzo małe, a dno jeziora kamieniste. Pomimo tego kocham Solinę, szczególnie pływanie po jej licznych zatoczkach rowerkiem wodnym. To też dobre miejsce dla amatorów kajaków i żaglówek, które również możemy wypożyczyć na miejscu. Gdy zmęczy nad wszelki sport wodny posilimy się w któryś z barów z fast foodami.




Jeżeli plażing, rowerki i frytki to za mało pobliska przystań Unitra zapewni nam więcej rozrywki. Bilard, wypożyczalnia sprzętu wodnego, piwo, tradycyjną polska kuchnia, wieczorne dyskoteki to tylko część oferty przystani.




Niestety z plaży do centrum Polańczyka jest kawał drogi. Wyprawa do sklepu z w miarę rozsądnym cenami to też dłuższy spacer. W okolicy jest jeden mały sklepik, ale właściciel korzysta z tego faktu i winduje ceny.




Jeśli już zdecydujemy się na pieszą eskapadę do centrum lub do sklepu koniecznie warto zahaczyć o punkt widokowy na górce nie daleko głównego skrzyżowania w miasteczku. Jest na szczęście darmowy i roztacza się z niego przepiękna panorama na jezioro. Byłam już parę razy, a naszym następnym celem jest pójść tam
w nocy.





Podsumowując, pomimo że dno Soliny nie jest przyjemne piaszczyste jak zalewu Krasnobród, a plaża nie jest tak dobrze zorganizowana jak ta przy jeziorze Ukiel, to z chęcią wracam do Polańczyka, co roku. Miejsce jest niezwykle urokliwe i emanuje pozytywną energia, a ja mam do niego sentyment.
Ogólna ocena 9/10.
Byliście kiedyś nad Soliną?




piątek, 7 października 2016

CAMINO



Jakiś czas temu wraz z mamą i znajomymi w deszczową niedzielę poszukiwałam obiadu z cyklu happy hour. Czy Wy tez tak macie, że gdy czegoś nie szukacie to wydaje się Wam, że jest tego pełno,
a gdy juz chcecie pójść na lunch dnia to nigdzie nie ma takich ofert? Tak właśnie było tego dnia, aż wypatrzyliśmy mały szyldzik Camino z informacją o obiedzie dnia.





Wnętrze lokalu zakrawało bardziej na bar piwny, w którym podają przekąski, ale chyba interes słabo się kręcił (wnioskuje to po tym, że byliśmy jedynymi gośćmi), więc rozszerzyli ofertę o dania. Ciężkie drewniane meble i ciemne kanapy w słabo oświetlonym pomieszczeniu sugerują raczej barowy klimat. W restauracji powinno być trochę więcej jasnych elementów.




W ofercie dnia znajdowała się smażona kiełbaska lub eskalopki. Wszyscy postanowiliśmy na eskalopki z frytkami i surówką za 15 zł. Były smaczne, panierka nie odchodziła i nie dało się wyczuć smaku oleju. Może nie były mistrzostwem i ekstazą dla kubków smakowych, ale jak na obiad za 15 zł to dawały radę.




Kelner i jednocześnie barman, choć miły to nie śpieszył się do obsługiwania jedynego zajętego stolika. W kwestii cen napojów to standardowo, herbatka za 5 zł.



Podsumowując, mam wątpliwości czy poszłabym tam kolejny raz na obiad z mamą. Na piwo ze znajomymi za to jak najbardziej tak. 
Ogólna ocena 7/10.

Jak podobają się Wam takie baro- restauracje?

czwartek, 6 października 2016

JARMARK NA ŚWIĘTEGO MICHAŁA



Uwielbiam kiermasze na krakowskim rynku. Organizowane są stosunkowo często i z różnych okazji, a ja na wszystkie chętnie  chodzę i zawsze udaje mi się odkryć coś nowego. Parę dni temu zakończył się Jarmark Na Świętego Michała. Na scenie występowały ludowe zespoły, a na straganach można było zaopatrzyć się w różnej maści wyroby pochodzące od regionalnych producentów.





lub te bardziej nowoczesne jak biżuteria z tkanin,



czy też przepiękne figurki, które skradły moje serce.




Jak zawsze kiermasz obfitował we wszelkiego rodzaju pyszności do jedzenia. 




Tym razem naszło mnie na krówki wielosmakowe. 




Jak sama nazwa wskazuje  to nie są, takie krówki, które znamy ze sklepów. Zachwycały mnogością smaków i interesującymi połączeniami, możemy wybierać z takich propozycji jak: wiśnie, migdały, kawa, słonecznik i wiele innych.




Zdecydowałam się spróbować smaku mięta- czekolada, który był świetny oraz krówkę z makiem, już nie tak smaczną. Za dwa cukierki zapłaciłam 1, 70 zł.




Przede mną jeszcze tyle rodzajów krówek do spróbowania. Nie mogę się już doczekać następnego kiermaszu.
Podsumowując, śmiało mogę powiedzieć, że na nowo polubiłam krówki za sprawa wyprawy na Jarmark Na Świętego Michała.
Ogólna ocena 9/10.



Lubicie krówki?