niedziela, 26 lutego 2017

Gdzie wyjść w Krakowie? Na konferencje IT!


Zapraszam Was serdecznie na kolejne spotkanie maniaków bezpieczeństwa IT, które razem ze stowarzyszeniem non- profit KrakWhiteHat mam przyjemność organizować.
Wstęp na wykład jest darmowy w zamian za wizytę w barze naszego gospodarza- Pauza In Garden. Pamiętajmy, że dostajemy od nich salę całkowicie za free, więc okażmy swoją wdzięczność zamawiając kawę/ herbatę/ piwo, które umilą nam słuchanie wykładu.

Tytuł prezentacji
Urządzenia BLE - programowani i bezpieczeństwo

Opis prezentacji
„Chcesz zaprogramować urządzenie oparte na protokole BLE, ale nie masz żadnej dokumentacji? 
W prezentacji omówione zostaną sposoby analizy przesyłanych poleceń i ich późniejsze wykorzystanie we własnej aplikacji. Zaprezentowane zostaną narzędzia do "sniffowania" w praktyce. Dodatkowo poruszymy również kwestię bezpieczeństwa urządzeń IoT. „

O naszym prelegencie
Rafał Stępień:
„Jestem programistą z pasji oraz miłośnikiem niestandardowych i innowacyjnych rozwiązań. Ugruntowane doświadczenie w branży IT pozwala mi na wykorzystanie najróżniejszych i najnowocześniejszych technologii do realizacji własnych projektów. Ukończyłem informatykę na AGH już jakiś czas temu, ale nadal angażuję się w życie uczelni – jestem prezesem koła naukowego zajmującego się szeroko pojętą elektroniką oraz praktycznym zastosowaniem programowania. Uwielbiam pracę z ludźmi, dlatego współorganizuję krakowskie hackatony i aktywnie w nich uczestniczę.”

Nasze spotkania odbywają się w luźnej i przyjaznej atmosferze, dlatego zachęcamy Was do udziału w dyskusji, która odbędzie się po prelekcji. Najbardziej aktywne osoby nagrodzimy upominkami od jednego z naszych partnerów- wydawnictwa Helion.
Zapisać możecie się pod tym linkiem: https://www.meetup.com/KrakWhiteHat/events/237859038/
Do zobaczenia na spotkaniu :)


poniedziałek, 20 lutego 2017

SKAZANY NA SZNYCLA Food Truck



Wiem, że jest zima i aura nie sprzyja jadaniu w Food Truckach. Jednak All In Card i voucher, który od nich dostałam (dzięki!) skutecznie zmotywowało mnie to pojechania w pewien mroźny wieczór aż na Bronowicką. Jako towarzyszkę wzięłam moja przyjaciółkę- Gabi.
Pan pracujący w Skazanym na Sznycla pomimo bycia skazanym na zimno był bardzo miły i zapakował nasze dania na wynos tak, aby nie utraciły ciepła. Pojechałyśmy do Gabi odkryć, jakie smaki kryją się pod kanapką Szefa (16zł) i Zboczoną (14zł).



Bynajmniej nie były to zwykłe kawałki mięsa i nic poza tym. Okazało się, że to dwa ogromne burgery ze sznyclem i mnóstwem dodatków w środku. Oprócz grającego główna rolę mielonego zachwycił nas mega słony i dobrze wysmażony boczek. Palce lizać, robię się głodna na samo wspomnienie.



Podsumowując, jeśli mieszkacie w pobliżu lub jeśli macie dużo czasu i chęci, aby pojechać na Bronowice, to koniecznie zjedzcie burgera w Skazanym na Sznycla. Gwarantuje Wam, ze zostaniecie skazani na najedzenie się do syta za małe pieniądze.

Ogólna ocena: 9/10.

piątek, 17 lutego 2017

Śniadanie w Krakowie: ŁYSA GÓRA


Mówią ze do trzech razy sztuka. Ja dałam Łysej Górze aż pięć szans.



Gdy zobaczyłam na Placu na Stawach nową piekarnie bardzo się ucieszyłam na myśl o odkrywaniu jej smaków. Niestety odkryłam tylko, że prawie wszystko, co od nich jadłam jest suche: croissanty, rogalik, drożdżówka z budyniem i dżemem. Wielkie rozczarowanie.




Napoleonki natomiast miały przypalone spody, co niekorzystnie wpłynęło na smak całego ciastka.



Na szczęście cen nie mają wygórowanych, a obsługę w miarę sympatyczną.
Jedyny plus, który ratuje Łysą Górę to świeże i ciepłe bułeczki
z rana. Te na prawdę robią dobre wrażenie i szybko znikają.
Pomimo, że piekarnia jest tylko zwykłym sklepem na Placu jej wnętrze zachęca, aby wejść do środka.



Ciepłe kolory, drewno i wysoki stolik z hokerami przypominają wystrój modnych hipsterskich śniadaniowych kawiarni
z amerykańskich filmów.
Podsumowując, chodzę tam tylko po ciepłe bułeczki. Nawet, jeśli coś innego wygląda ładnie to już wiem, ze smakować mi nie będzie.
Ogólna ocena: 4/10.




środa, 8 lutego 2017

POD GROTAMI

WPIS PRZEZNACZONY DLA OSÓB PEŁNOLETNICH



Ahoj! Zacumujemy dziś Pod Grotami. I bynajmniej (dla laików) nie chodzi o skalne groty, lecz o grot, jako żagiel. 
Taka nazwa nie jest przypadkowa. Wnętrze małego baru jest urządzone właśnie w żeglarskim stylu: hamaki, mapy, flagi pirackie, ster i mnóstwo innych świetnych detali. Wystrój bardzo przypadł mi do gustu. Uwielbiam taki klimat i antresole.





Załoga pubu jest równie wyjątkowa. Mili ludzie z pasją. Jedna
z barmanek prowadzi nawet bloga poświęconego rodzajom piwa (https://piwologia.wordpress.com).



Skoro już o piwie mowa, to piraci z Pod Grotami pija właśnie ten złocisty trunek. I to nie takie zwykłe piwo, tylko to unikalne, którego nie dostaniemy w każdym sklepie czy barze. Ja szczególnie upodobałam sobie Miss Lata (tak, to nazwa piwa)
z dość oryginalną etykietką. :P Taka przyjemność kosztuje troszkę więcej niż standardowo, bo 11 zł. No, ale czego się nie robi, aby rejs był udany. :)



Podsumowując, radzę dokonać abordażu na Pod Grotami.

Ogólna ocena 10/10.


poniedziałek, 6 lutego 2017

Śniadanie w Krakowie: CUKIERNIA STOCHALSKI


Mam dla Was przygotowany cały zapas wpisów śniadaniowych :) Za każdym razem, gdy myślę, ze właśnie skończyły mi się piekarnie i cukiernie odkrywam nową. Dziś pora na Cukiernie Stochalski na ulicy Garbarskiej.
Zawitałam tam na szybkie drugie śniadanie w drodze z kursu prawa jazdy.
Klasyczna, mała piekarnia bez możliwości zjedzenia na miejscu (stolik jest, ale straszy) z nawet miłą obsługą. Pozornie nie wyróżnia się niczym.





Myślałam tak póki nie skosztowałam jedynej w swoim rodzaju koperty z ciasta francuskiego z serem. Nie dość, że była pyszna to jeszcze mega sycąca. Kruche maślane ciasto i ogromna ilość słodkiego sera dały mi energię na całe rano. Pierwszy raz spotkałam się z wypiekiem, który był ciężki przez swoje nadzienie. Koperta kosztowała mniej więcej 2zł, co wydaje się rozsądną ceną biorąc pod uwagę, że zaspokoiła mój głód
i zapewniła przyjemne doznania smakowe.



Podsumowując Cukiernia Stochalski to miejsce dla łakomczuchów, którzy lubią smacznie i dużo zjeść.
Ogólna ocena 7\10.


piątek, 3 lutego 2017

LUNCH TU BAR



Pierwsza i zasadnicza rzecz, którą trzeba wiedzieć
o LunchTuBar to, że nie powinniście tam iść w roku akademickim. Wtedy niemal na 100% nie załapiecie się na turbo tani lunch dnia. No i ja się nie załapałam. Zjadłam natomiast najbardziej finezyjnie podane barowe danie, jakie w życiu widziałam. Grillowany filet
z serem i ananasem oraz śmiesznymi świderkami z purre ziemniaczanego. Sposób podania rekompensował to, że filet był za twardy. Całość smakowała 
jednak dobrze i chętnie zjadłabym taki obiad jeszcze raz.



Następnym razem przyszłam tam głodna jak wilk
i zamówiłam kotleta giganta, który rzeczywiście był ogromny. Pomimo, że nie przepadam za kotletami i muszę mieć na nie (tak jak tego dnia) ochotę, ten okazał się wyśmienity. Miękki środek przykryty chrupiąca i dobrze przyprawioną panierką. Kotletowe niebo w gębie.



Największy minus LunchTuBar to pełna samoobsługa, na szczęście pani, która tam pracuje jest miła.
Wnętrze przypomina w prawdzie standardowy bar, ale widać, że ktoś dołożył wszelkich starań, aby nie wyglądało jak standardowa jadłodajnia u Jadzi. Doceniam to.



Podsumowując: dobre, dużo, szybko i tanio. Idealnie dla studentów, którzy załapią się na dodatkową zniżkę z legitymacją.

Ogólna ocena 7/10.




niedziela, 22 stycznia 2017

Śniadanie w Krakowie: CUKIERNIA JÓZEF WILK



W ramach poznawania nowej dzielnicy odrywam cukiernie
oraz piekarnie, które mam w okolicy i bladym świtem wychodzę, aby "upolować” moje słodkie śniadanko. Józef Wilk to była pierwsza cukiernia, do której trafiłam jeszcze w dzień przeprowadzki. 
Głodna i już przed południem zmęczona zakupiłam tam drugie śniadanie. Stojąc w kolejce (na Salwatorze wszędzie są kolejki) miałam sporo czasu, aby przyjrzeć się asortymentowi. Niestety ekspozycja pozostawia wiele do życzenia: ściśnięte w brzydkich lodówkach ciasteczka przestają wyglądać apetycznie. Co z tego, że są kolorowe i pewnie pyszne, jeśli nie zachęcają do zakupu.



Postanowiłam, więc patrzeć w inną stronę, a tam okropny stolik
i krzesło, czyli pseudo możliwość zjedzenia na miejscu. Myślę, że tak na prawdę przydaje się tylko wtedy, gdy do względnie miłych pań przyjdzie znajoma w odwiedziny i chce gdzieś usiąść. 



Kupiłam za małego ślimaczka z białą czekoladą, za 1,80 zł
i wyszłam, aby zjeść w domu. Średnio mi smakowało. Drożdżówka nie była miękka, za to mega słodka, aż zamulająca
i pusta w środku. Natomiast polewa z "białej czekolady" bardziej przypominała lukier. 



Podsumowując: Nie poszłam tam więcej. Przydałby im się spec od ekspozycji towarów i osoba, która degustowałaby wypieki. Może jeszcze kiedyś dam druga szansę Cukierni Józef Wilk. 
Ogólna ocena 2/10.