niedziela, 9 lipca 2017

Czy to jogurt? Czy to lody? Nie, to FEEL THE CHILL

W sumie to ani nie jogurt, ani nie lody, tylko mrożony jogurt. Pewnie większość z Was w dzieciństwie robiła lody z "Danonków". Pamiętacie ten smak przesadnie zmrożonej śmietany z wodą? Zapomnijcie o nim. Feel the Chill to nie to.

Wejście do Feel the Chill

Te jogurtu mrożone są pyszne. Prawdziwie kremowe z delikatnym jogurtowym posmakiem, który nie dominuje a nadaje niepowtarzalności.
Oprócz "lodo-jogurtu" mamy do wyboru mnóstwo różnych posypek i dodatków. Nie mogłam sobie odpuścić moich ukochanym M&M.

Mrożony Jogurt

Cały proces wygląda w ten sposób: od przeciętnie miłej Pani dostajemy kubeczek i sami nakładamy masz deser. Następnie oddajemy pojemniczek Pani z obsługi, która go waży. Płacimy. I tu pojawia się problem, bo gdyby nie voucher na 10zł od All in Card mój mały deserek kosztowałby aż 16 zł. To zdzierstwo i pomimo, że jogurt mrożony smakuje dobrze nie jest warty takiej ceny.

Dozowniki do mrożonego jogurtu

Dodatki do mrożonego jogurtu


Minusem jest też gakeriana lokalizacja. Stoliki i krzesła na wyspie w korytarzu Galerii Kazimierz nie sprzyjają rozkoszowaniu się smakiem deseru.

Stoliczki i sofy Feel the Chill


Podsumowując, myślę że raz można sobie pozwolić na takie szaleństwo i przepłacić za mrożony jogurt w Feel the Chill, aby poznać jego cudowny smak.

Ogólna ocena 6/10.

Burger na przystanku, czyli nic innego jak popularny PRZYSTANEK BURGER

Jestem pewna, że ta nazwa nie jest przypadkowa i mam na to kilka mocnych argumentów.


Szyld Przystanku Burger

Przystanek Burger mieści się nigdzie indziej jak nieopodal przystanku Plac Inwalidów. Myślę, że ta lokalizacja miała spory wpływ na nazwę burgerowni.
Wpływ mógł mieć również fakt, że lokal jest malutki, a upchnięte gdzie się da stoliki nie zachęcają do siedzenia. Szczególnie te z przodu z widokiem na troszkę obskurne podwórko. Dlatego “przystanek” jest tu słowem kluczem. Wysiadasz na Inwalidów, czekając na przesiadkę przystajesz w burger barze, kupujesz na wynos i jedziesz dalej.

Wnętrze Przystanku Burger


Może wystrojem nie jestem zachwycona, ale burgery są spoko. Wzięłam Spinaci Burger i bardzo mi smakował. Byłby perfekcyjny gdyby nie stanowczo za duża ilość rukoli.

Burger Spinaci


Ogromnym plusem Przystanku oprócz pozytywnej obsługi, jest opcja darmowej wymiany bułki na ciemną, oraz dodatkowego sosu. Ponadto burger wołowy lub z kurczakiem kosztują tyle samo. Takie pomysły mój portfel chwali. Poza tym ceny są przystępne, a kanapką najemy się do syta.

Podsumowując, czekając na autobus na Placu Inwalidów kupcie obiad w Przystanku Burger.

Ogólna ocena 7/10.

niedziela, 2 lipca 2017

Na tropie “domowych obiadków” w KUCHNIA POLSKA

Ostatnio mam fazę na chodzenie do barów mlecznych, stołówek i innych jadłodajni, które chwalą się, że serwują tanią domową kuchnię. Co z tego wynikło?


Szyld Kuchni Polskiej


Gdy stanie się przed wejściem Kuchnia Polska raczej nie zachęca. Metalowe krzesła i ceraty na okrągłych stolikach. Widok jak z prowincjonalnego baru w latach 90- tych. W środku lodówki z potrawami, które pomimo dziwności tego pomysłu wyglądają całkiem apetycznie.

Potrawy w Kuchni Polskiej


Zdecydowałam się na pierogi ruskie w cenie 10 zł za sporą porcje. Szczerze mówiąc dupy nie urwały… Niektóre były rozgotowane, ciasto za miękkie i zdecydowanie za duża ilość cebuli w środku. Zjadliwe, ale więcej nie zamówiłabym ich.

Pierogi ruskie


Panie, które tam pracowały były dość ciekawym zjawiskiem, bo chyba bawiły się w dobrego  i złego gline względem klientów. A właśnie, co do klientów, to dopiero był pawilon osobliwości: od eleganckich panów w garniakach po ulicznych żuli. W przypadku tych ostatnich zachowanie obsługi mogłoby być uzasadnione, ale ja przecież jak żul nie wyglądam.

Wnętrze Kuchni Polskiej

Podsumowując, Kuchnia Polska jest dość dziwnym miejscem i w sumie nie wiem, komu mogłabym je polecić…  Z jednej strony nie widzę powodu do wystawienia złej recenzji, a z drugiej wszystko było nie tak.

Ogólna ocena 2/10.

Lato pełne smaków czas zacząć: LODY NA TOMASZA

Dla niektórych lato to słońce, urlop, woda, czasem góry. Moim pierwszym skojarzeniem są lody, bo nigdy nie smakują tak dobrze jak w lecie.


Wejście do lodziarni

W sumie to jem lody o każdej porze roku, ale nigdy nie czerpię z tego takiej przyjemności jak latem. Porcja (duża) pysznych lodów w łapce i spacer skąpanymi w promieniach słońca uliczkami krakowskiego Starego Miasta, to jest właśnie TO.

Lody do wyboru

Podczas jednego z podobnych spacerów trafiłam na lodziarnie na ulicy św. Tomasza. Bez jakiejś specjalnej nazwy, po prostu pod szyldem “Lody”. Kiedyś w tym samym miejscu był chiński fast food.
Muszę powiedzieć, że niepozornie wyglądający lokal podbił moje serce. To były zdecydowanie najlepsze lody, jakie do tej pory jadłam. Aż ślinka cieknie mi na wspomnienie cudownie mlecznej Kinder Czekolady oraz słodko- gorzkiej kawy z białą czekoladą.

Moja porcja lodów

Wszystkie smaki mają tam równie niespotykane, co te próbowane przeze mnie. Ceny przystępne, obsługa miła, kolejka jak stąd do wieczności i raczej prowizoryczne miejsca do siedzenia wewnątrz lodowego przybytku. Czyli idealna opcja na spacer.

Wnętrze lodziarni

Podsumowując, koniecznie musicie tego lata spróbować Lodów z ulicy św. Tomasza. One są po prostu obłędne i myślę, że umilą mi nie jeden ciepły letni dzionek.
Ogólna ocena 10/10.





sobota, 10 czerwca 2017

Dajmy pauze i chodźmy do PAUZY IN GARDEN

WPIS PRZEZNACZONY DLA OSÓB PEŁNOLETNICH


Jedno z najbardziej kulturalnych, edukacyjnych i hipsterskich miejsc na krakowskiej mapie knajpianej.



Za co lubię Pauze?
Głównie za ciekawe eventy, które się tam odbywają. Można posłuchać porad jak rozwijać swoją firmę w social media, zobaczyć alternatywny dokument, posłuchać ciekawej dyskusji lub wykładów grupy KrakWhiteHat, które sama organizuje.
Pauza jest jednym z krakowskich centrów kultury i informacji.
W bogatym kalendarzu wydarzeń każdy znajdzie coś dla siebie.
To wszystko w designersko i modnie urządzonym wnętrzu z mega wygodnymi fotelami- poduchami.



Miła obsługa zaoferuje nam standardowe kawiarniane propozycje: ciekawe sypane herbatki, kawę, piwo i przepyszne wino grzane.
A jeśli zgłodniejemy przyrządzą coś na ząb.
Ceny raczej spoko: herbata 7-8 zł.


Podsumowując, Pauza in Garden = interesujący event przy dobrej herbacie w wygodnym fotelu.
Ogólna ocena: 7/10.






Śniadanie w Krakowie- CUKIERNIA MICHAŁEK

Gdy pytają mnie gdzie jest największa kolejka po pączki i inne drożdżówki odpowiadam, że u Michałka na Krupniczej.


Szyld cukierni Michałek


Co właściwie takiego niezwykłego ma Michałek? Smak. Ich wypieki są genialne. I nie tylko flagowa, przepyszna drożdżówka ze słodką różą o której słyszał cały Kraków. Urzekła mnie również mięciutka i rozpływająca się w ustach maślana bułeczka idealna do domowego dżemu od mojej “teściowej”. Niestety te łakocie są niewielkich rozmiarów dlatego radzę kupić od razu dwie sztuki. Nie zbankrutujemy bo ceny Michałek ma przystępne.

Drożdżówka z różą

Maślana bułeczka


Michałek nie ma za to miłej obsługi ani miejsca do konsumpcji, które zachęcałoby do pozostania w cukierni. Kosz na śmieci grający tam główną rolę raczej odstrasza.
No ale ten smak rekompensuje wszystko :)

Wnętrze cukierni Michałek


Podsumowując, po drodze z przystanku Teatr Bagatela, idąc do pracy, szkoły lub na uczelnie kupcie sobie drugie śniadanie
u Michałka.

Ogólna ocena 8/10

Wypieki cukierni Michałek

czwartek, 1 czerwca 2017

RESTAURACJA RATUSZOWA, czyli dramat prawie jak u Shakespeare’a

6 powodów, dla których nie warto pójść do Ratuszowej



Ratusz na krakowskim rynku

W sumie zawsze korciło mnie, aby zaglądnąć do lokalu
w podziemiach Ratusza. Na Wieży Ratuszowej już byłam. Wejście kosztuje 5 zł i możemy podziwiać całkiem ładną panoramę Starego Miasta.
W podziemia zapuściłam się dzięki All in Card i wygranym bonie na 30 zł do Ratuszowej.
Gdyby nie ten voucher bardzo żałowałabym mojej decyzji. Tym bardziej, że na wizytę zdecydowałam się w Dzień Kobiet, czyli miała być to elegancka kolacja z ukochanym. Dlaczego nie była? Oto 6 powodów, dla których definitywnie odradzam Wam ten lokal.

  1. Ceny. Po prostu astronomiczne. Gdyby nie All in Card zapłacilibyśmy za kolacje około 80 zł. Na szczęście koszt pizzy, dania głównego i dwóch herbat obniżył się o voucher.
  2. Jedzenie. Hmmm szału nie było. Kurczak był bez smaku i do tego w rozmiarze mini. Pizza okazała się całkiem smaczna
    i odpowiednia rozmiarowo tylko dla jednej osoby. 
  3. Brak dbałości o klienta. Przy tak wysokich cenach i renomie miejsca spodziewałabym się, chociaż darmowej przystawki. No i jakiejś ekstra promocji dla pań z okazji Dnia Kobiet.
  4. Obsługa. Nikt nie wskazał nam miejsca, pomimo, że poprosiłam o stolik dla dwóch osób. Kelnerzy byli raczej na średnim poziomie.
  5. Teatr. Tak, wiem, że brzmi to dziwnie. Już wyjaśniam.
    W podziemiach Ratusza mieści się filia Teatru Ludowego. Nie byłoby w tym nic złego gdyby nie fakt, że ludzie czekający
    i idący na spektakl przechodzą przez restauracje i zaglądają gościom w talerze. Na domiar złego nasz stolik był zaraz przy drzwiach do sali teatralnej, gdzie gromadzili się widzowie
    z biletami. W lokalu jest jeszcze drugie pomieszczenie, ale tam, jak się dowiedzieliśmy, są miejsca tylko dla dużych grup. Słabo.
  6. Wystrój. Miejsce ma potencjał. Piękna piwnica, do której pasowałaby średniowieczna aranżacja i stroje z epoki dla kelnerów. Zamiast tego jest wielka lodówka z napojami
    i krzesła jak z góralskiej karczmy.
Kurczak

Pizza

Jednym słowem tragedia (dobrze, że nie grecka). Za taką cenę dostać takie rozczarowanie to skandal.
Podsumowując, już nigdy tam nic nie zjem. Wam też nie polecam. Drogo, mało, kiepsko, brzydko i nie komfortowo.
Ogólna ocena 1/10.

Wnętrze Restauracji Ratuszowej