wtorek, 10 stycznia 2017

KRAKOWSKI KUMPIR


Tak, wiem, że temperatura bynajmniej nie sprzyja jedzeniu na zewnątrz. Na swoje usprawiedliwienie powiem, że do Kumpira poszłam jeszcze w październiku, a fotografuje wszystkie miejsca, w których jadam i o każdej porze. 
I wiem również, że pewnie czeka mnie ogrom krytyki, gdy powiem, że tradycyjny krakowski Kumpir jest moim zdaniem paskudny. Za duży, zamulający, kiepsko przyprawiony, wygląda jak kupa i nie chodzi tu o kupę ziemniaków z dodatkami, którą
w rzeczywistości jest. 
 


Nie tylko mi się smakowało, ale również nie podobało. Budka
z Kumpirem jest przy Hali Targowej, jak zawsze obleganej przez wszelkiego typu żulernie. Mało tego, tragiczne stoliczki
i krzesełka są otoczone przelewającymi się koszami na śmieci, na których żerują gołębie. Brrry. Darowałam sobie fotografowanie śmietników. Przy takich warunkach spodziewałam się, że ziemniak będzie kosztował nie więcej niż 12 zł. Zdziwiłam się, gdy zobaczyłam ceny w przedziale od 12 do 20-kilku zł. 
.
 


Podsumowując, krakowskiego Kumpira trzeba spróbować. No, więc spróbowałam i już go tam nigdy nie kupię. Może w innej budce znajdę lepszego ziemniaka.
Ogólna ocena 3/10.





sobota, 7 stycznia 2017

Śniadanie w Krakowie: CUKIERNIA J.G.- Jacek Galganek


W listopadzie zeszłego roku chodziłam na rehabilitację zwichniętej kostki i między wszystkimi zajęciami a wizyta w przychodni miałam około pół godziny wolnego. Czas ten poświęcałam na poszukiwanie nowych cukierni i piekarni, w których mogłabym kupić śniadanie na dzień następny.
Odskulowa wystawa Cukierni J.G. zachęciła mnie do wejścia.



W środku okazało się równie staromodnie. "Stylowy" stoliczek
i krzesła, bardziej podkreślały staroświecki wystrój niż służyły do siedzenia. 



Wisienką na torcie (takie tematyczne porównanie) okazała się przepiękna czerwona waga, która ciągle jest używana przez niezwykle pogodną panią sprzedawczynię. 



Może nie waży zbytnio dokładnie, ale robi wrażenie. Zwykle nie przepadam za miejscami, w których czas zatrzymał się w PRL-u, ale Cukiernia J.G. ujęła mnie za serce i podoba mi się ten retro wystrój.
Zakupiłam 5 uroczych malutkich słodkich bułeczek. Były delikatnie maślane w smaku, a ich mięciutkie ciasto przyjemnie rozpływało się w ustach. Doskonale komponowały się z dżemem
i z truskawkami. 



Ponadto skusiłam się na równie ślicznie wyglądające miniaturowe pączuszki. Były tak pyszne, że nie doczekały zdjęcia. Za wszystko zapłaciłam 5.10 zł, czyli niewiele. 
Podsumowując, warto zajrzeć do Cukierni J.G. nie tylko ze względu na znakomite wypieki, ale również, aby zobaczyć tą niezwykłą wagę.

Ogólna ocena: 7/10.

poniedziałek, 26 grudnia 2016

KUCHNIA SMAKOSZA, czyli świąteczny pierwszy raz w sklepie z gotowymi daniami



Tego roku w grudniu jestem bardziej niż zwykle zabiegana. Realizuje mnóstwo projektów i brakuje mi czasu na wszystko, myślałam ze zabraknie mi go również na świąteczny wpis
z pierogarni. Na szczęście znalazłam pośrednie rozwiązanie.
Z braku czasu na szukanie i wyprawę do restauracji skorzystałam z oferty sklepu z gotowymi daniami.
Przy okazji zwiedziłam Plac na Stawach, który do tanich nie należy.




Jest to klasyczny targ, na którym możemy kupić nie tylko świeże owoce i warzywa, ale właściwie wszystko. Szczególnie zachwyciło mnie stoisko z bakaliami.






Na Placu na Stawach znajduje się sklepik o nazwie Kuchnia Smakosza gdzie wybrałam się po pierogi. W środku oprócz sporej kolejki zastałam drewniane ściany, stolik i krzesła. Zapewne są tam po to, aby usiąść czekając w długim ogonku no, bo przecież nie po to, aby zjeść zimne potrawy, chyba, że odgrzewają je na miejscu.







Sprzedaje tam bardzo miła pani, a ceny są zabójczo niskie: za 10 pierogów (5 ruskich i 5 ze szpinakiem) zapłaciłam tylko 7, 16zł.
Za taką cenę spodziewałam się katastrofy, a dostałam najlepsze pierogi, jakie w życiu jadłam. Odpowiednio ugotowane. Miękkie
i delikatne ciasto rozpływało się w ustach. Farsz, którego było duuużo był idealnie przyprawiony. Czosnek podkreślał smak drobno pokrojonego szpinaku, a pieprz nadawał wyrazu dobrze połączonej masie w pierogach ruskich. Delicje!





Podsumowując polecam wycieczkę po świąteczne pierogi na Plac na Stawach do Kuchni Smakosza. Wiem, że to kawał drogi, ale nie pożałujecie.

Ogólna ocena 10/10.




czwartek, 22 grudnia 2016

OJCZYSTA CZYSTA, czyli proste rozwiązania są najlepsze

WPIS PRZEZNACZONY DLA OSÓB PEŁNOLETNICH





Niedawno widziałam się z moja przyjaciółką Kamilą. Szukałyśmy miejsca na ploty przy drinku. Kamcia zaproponowała Ojczystą Czystą.
- No, co ty?! Przecież ja nie lubię czystej wódki!- odparłam.
W odpowiedzi usłyszałam, że nie będziemy pić czystej, tylko drinki i na pewno nie pożałuję. Skusiłam się. W końcu trzeba poznawać nowe miejsca, aby potem pisać o nich na blogu.
Usiadłyśmy na miękkiej i wygodnej kanapie. Jednej z wielu
w długim, ale miłym dla oka wnętrzu. Słyszałam, że ciężko jest zaaranżować tego typu pomieszczenie, tu jednak projektant poradził sobie całkiem nieźle. Jest funkcjonalnie (nie obijamy się o krzesła czy stoliki idąc do baru) i ładnie.



Kamila zamówiła dwa drinki: likier kukułka i cola. Proste połączenie, bez kombinacji, a jednak takie dobre. Drinki okazały się wyśmienite- delikatnie słodkie. Gdyby dodać do nich po plasterku cytryny byłyby perfekcyjne. Przy tym wszystkim jeden kosztował tylko 9 zł i przygotowane zostały przez sympatycznego barmana.



Podsumowując, zachęcam do odrobiny (tylko odrobiny) patriotyzmu i odwiedzenia Ojczystej Czystej na likier kukułkowy z colą.
Ogólna ocena 8/10.

Lubicie polskie alkohole?

wtorek, 20 grudnia 2016

Śniadanie w Krakowie: POD TELEGRAFEM


Powiem Wam szczerze, że nie mogę przestać myśleć o tych wszystkich pysznościach, które spróbowałam (lub jeszcze nie zdążyłam spróbować) w Pod Telegrafem.
Wygląd tych wypieków zdecydowanie zachęca, aby zostać się stałym klientem cukierni.  To może tłumaczyć długie kolejki
i ciągły ruch w lokalu.



Niestety z powodu takiego oblężenia zjedzenie na miejscu, przy jednym z znajdujących się tam stoliczków nie należy do przyjemności. 



Wszyscy z kolejki się na mnie gapili, gdy jadłam pyszną, słodką drożdżówkę z budyniem i śliwkami posypaną chrupką kruszonką.


Dlatego babeczkę z budyniem i wiśnią postanowiłam zabrać do domu i tam delektować się jej smakiem. Była wyśmienita! Kruche i delikatne słodkie ciasto pękało przy każdym kęsie odkrywając kremowe nadzienie ułożone w osobliwy sposób. Spodziewałam się pomieszanych, że sobą masy wiśniowej i budyniu. Jednakże oba kremy były położone obok siebie, co dało ciekawy efekt przejścia smaków. Jakie to było dobre i kosztowało jedyne 2,90. Cena porównywalna do drożdżówki, ale smak lepszy.



Obsłudze piekarni nie mam nic do zarzucenia, są mili.
Podsumowując bardzo żałuję, że rzadko bywam na ulicy Szlak, bo chętnie jadałabym w Pod Telegrafem częściej.
Ogólna ocena: 8/10.
Przy tworzeniu tego wpisu doszłam do wniosku, że chyba lubię masę budyniową, gdyż często kupuję wypieki właśnie z budyniem. Nie zwróciłam na to wcześniej uwagi. Podzielacie moje upodobanie?