sobota, 10 czerwca 2017

Dajmy pauze i chodźmy do PAUZY IN GARDEN

WPIS PRZEZNACZONY DLA OSÓB PEŁNOLETNICH


Jedno z najbardziej kulturalnych, edukacyjnych i hipsterskich miejsc na krakowskiej mapie knajpianej.



Za co lubię Pauze?
Głównie za ciekawe eventy, które się tam odbywają. Można posłuchać porad jak rozwijać swoją firmę w social media, zobaczyć alternatywny dokument, posłuchać ciekawej dyskusji lub wykładów grupy KrakWhiteHat, które sama organizuje.
Pauza jest jednym z krakowskich centrów kultury i informacji.
W bogatym kalendarzu wydarzeń każdy znajdzie coś dla siebie.
To wszystko w designersko i modnie urządzonym wnętrzu z mega wygodnymi fotelami- poduchami.



Miła obsługa zaoferuje nam standardowe kawiarniane propozycje: ciekawe sypane herbatki, kawę, piwo i przepyszne wino grzane.
A jeśli zgłodniejemy przyrządzą coś na ząb.
Ceny raczej spoko: herbata 7-8 zł.


Podsumowując, Pauza in Garden = interesujący event przy dobrej herbacie w wygodnym fotelu.
Ogólna ocena: 7/10.






Śniadanie w Krakowie- CUKIERNIA MICHAŁEK

Gdy pytają mnie gdzie jest największa kolejka po pączki i inne drożdżówki odpowiadam, że u Michałka na Krupniczej.


Szyld cukierni Michałek


Co właściwie takiego niezwykłego ma Michałek? Smak. Ich wypieki są genialne. I nie tylko flagowa, przepyszna drożdżówka ze słodką różą o której słyszał cały Kraków. Urzekła mnie również mięciutka i rozpływająca się w ustach maślana bułeczka idealna do domowego dżemu od mojej “teściowej”. Niestety te łakocie są niewielkich rozmiarów dlatego radzę kupić od razu dwie sztuki. Nie zbankrutujemy bo ceny Michałek ma przystępne.

Drożdżówka z różą

Maślana bułeczka


Michałek nie ma za to miłej obsługi ani miejsca do konsumpcji, które zachęcałoby do pozostania w cukierni. Kosz na śmieci grający tam główną rolę raczej odstrasza.
No ale ten smak rekompensuje wszystko :)

Wnętrze cukierni Michałek


Podsumowując, po drodze z przystanku Teatr Bagatela, idąc do pracy, szkoły lub na uczelnie kupcie sobie drugie śniadanie
u Michałka.

Ogólna ocena 8/10

Wypieki cukierni Michałek

czwartek, 1 czerwca 2017

RESTAURACJA RATUSZOWA, czyli dramat prawie jak u Shakespeare’a

6 powodów, dla których nie warto pójść do Ratuszowej



Ratusz na krakowskim rynku

W sumie zawsze korciło mnie, aby zaglądnąć do lokalu
w podziemiach Ratusza. Na Wieży Ratuszowej już byłam. Wejście kosztuje 5 zł i możemy podziwiać całkiem ładną panoramę Starego Miasta.
W podziemia zapuściłam się dzięki All in Card i wygranym bonie na 30 zł do Ratuszowej.
Gdyby nie ten voucher bardzo żałowałabym mojej decyzji. Tym bardziej, że na wizytę zdecydowałam się w Dzień Kobiet, czyli miała być to elegancka kolacja z ukochanym. Dlaczego nie była? Oto 6 powodów, dla których definitywnie odradzam Wam ten lokal.

  1. Ceny. Po prostu astronomiczne. Gdyby nie All in Card zapłacilibyśmy za kolacje około 80 zł. Na szczęście koszt pizzy, dania głównego i dwóch herbat obniżył się o voucher.
  2. Jedzenie. Hmmm szału nie było. Kurczak był bez smaku i do tego w rozmiarze mini. Pizza okazała się całkiem smaczna
    i odpowiednia rozmiarowo tylko dla jednej osoby. 
  3. Brak dbałości o klienta. Przy tak wysokich cenach i renomie miejsca spodziewałabym się, chociaż darmowej przystawki. No i jakiejś ekstra promocji dla pań z okazji Dnia Kobiet.
  4. Obsługa. Nikt nie wskazał nam miejsca, pomimo, że poprosiłam o stolik dla dwóch osób. Kelnerzy byli raczej na średnim poziomie.
  5. Teatr. Tak, wiem, że brzmi to dziwnie. Już wyjaśniam.
    W podziemiach Ratusza mieści się filia Teatru Ludowego. Nie byłoby w tym nic złego gdyby nie fakt, że ludzie czekający
    i idący na spektakl przechodzą przez restauracje i zaglądają gościom w talerze. Na domiar złego nasz stolik był zaraz przy drzwiach do sali teatralnej, gdzie gromadzili się widzowie
    z biletami. W lokalu jest jeszcze drugie pomieszczenie, ale tam, jak się dowiedzieliśmy, są miejsca tylko dla dużych grup. Słabo.
  6. Wystrój. Miejsce ma potencjał. Piękna piwnica, do której pasowałaby średniowieczna aranżacja i stroje z epoki dla kelnerów. Zamiast tego jest wielka lodówka z napojami
    i krzesła jak z góralskiej karczmy.
Kurczak

Pizza

Jednym słowem tragedia (dobrze, że nie grecka). Za taką cenę dostać takie rozczarowanie to skandal.
Podsumowując, już nigdy tam nic nie zjem. Wam też nie polecam. Drogo, mało, kiepsko, brzydko i nie komfortowo.
Ogólna ocena 1/10.

Wnętrze Restauracji Ratuszowej



niedziela, 28 maja 2017

MR. PANCAKE jestem na "nie"


Czyli moje wielkie (małe) rozczarowanie.



Gdy tylko zobaczyłam w Internecie zdjęcie pancakes wiedziałam, że muszę ich spróbować i że się w nich zakocham. Nie myliłam się. Mój pierwszy raz z tymi puszystymi naleśnikami o smaku Oreo był w Warszawie w Manekinie. Po pół godziny czekania na miejsce zjadłam pyszne, duże i sycące naleśniki, podane przez miłą kelnerkę i warte swojej wysokiej ceny.

Pancakes w Manekinie


Wyobraźcie sobie moją radość, gdy odkryłam, że w Krakowie na ul. Dolnych Młynów 10 otworzyli Mr. Pancake. Wizytę w tym miejscu odkładałam na specjalną okazję. Padło na najważniejsze święto w roku, czyli moje urodziny. To był błąd.
W Mr. Pancake praktycznie wszystko jest na “nie”. Wystrój ładny, ale do bólu hipsterski. Ja rozumiem, że jest teraz taka moda, ale bez przesady żeby wszystkie nowe knajpy wyglądały tak samo. Menu lokalu daje szerokie pole do popisu, jeśli chodzi o wygląd. Można pójść w cukierkową słodycz, cyrk, zabawki, Francję, Amerykę, Kanadę i mnóstwo innych rzeczy, które kojarzą się
z tym rodzajem naleśników. Jedyne, co wygląda spoko to ściana
z ciekawie wkomponowanymi miejscami na doniczki z zielenią.

Bar w Mr. Pancake

Druga rzecz na “nie” to obsługa. NIE podają menu do stolika. NIE podchodzą, aby przyjąć zamówienie. NIE przynoszą dania do stolika, tylko dostaje się jakiś pager, który może być fajnym rozwiązaniem w tanim barze szybkiej obsługi, a nie w lokalu gdzie za dwie porcje naleśników i dwa napoje płaci się prawie 60 zł. NIE wykazują zainteresowania klientem, który podejdzie do baru, obsługują z grymasem niezadowolenia na twarzy. NIE zasługują na napiwek.

Pancakes

Co do samych pancakes mam mieszane uczucia. Zamówiłam naleśniki z magic stars oraz dodatkową gałką lodów w piątkowej promocji za 1 zł. Spodziewałam się większej porcji i zdecydowanie większej ilości gwiazdek. Było słodko, smacznie, ładnie na talerzu, ale nie sycąco. Nie najadłam się, a jeśli tyle płacę to oczekuje zaspokojenia głodu.


Wystrój Mr. Pancake

Podsumowując, na drogi deserek z grymaśną obsługą można wybrać się raz, no może dwa, jeśli ktoś bardzo lubi pancakes.
A potem pozostaje tylko liczyć, że gdzieś jeszcze otworzą restaurację z pancakes na wyższym poziomie.

Ogólna ocena: 4/10.

Wystrój Mr. Pancake



wtorek, 23 maja 2017

NIEBO W GĘBIE bez czyśćca w portfelu

Nieba w gębie może nie ma, ale jest za to jest niebo w portfelu.


Szyld Niebo w Gębie

Wyjaśnijmy jedną rzecz. Pomimo górnolotnej nazwy Niebo
w gębie to po prostu fajny, studencki, tani bar. Usytuowany tak, aby jego klientela nie miała daleko, bo na ulicy Straszewskiego.

Zjemy tam naprawdę po studencku: dużo, tanio, szybko
i smacznie.
Dużo, bo zupę, drugie danie oraz kompot. U mnie padło na dobrze przyprawioną ogórkową oraz spory kawałek delikatnej pieczeni
w sosie z pieczonymi ziemniaczkami i marchewką. Tanio, bo to wszystko kosztowało tylko 13, 05 zł ze zniżką 10% dla osób uczących się. Szybko, gdyż w barze obowiązuje samoobsługa, co biorąc pod uwagę typ jest całkowicie na miejscu.

Zupa ogórkowa

Pieczeń w sosie

Bardzo pozytywnie zaskoczył mnie wystrój. Zwykle w studenckich kanjpkach nie przywiązują uwagi do wyglądu wnętrza. Tu jest zupełnie inaczej. Dominuje spójny z nazwą niebiański niebieski, a całość jest urządzona ciekawie i tak, aby pomieścić dużą liczbę głodnych krakowskich żaków.

Wystrój Niebo w gębie

Niebo w gębie

Podsumowując: Niebo w gębie zaspokoi duży głód za małe pieniądze. Zdecydowanie polecam!
Ogólna ocena 8/10.

CUDOWNE LATA to idealne miejsce na świętowanie urodzin

Wpis przeznaczony dla osób pełnoletnich


W tym roku przez prawie miesiąc szukałam knajpy idealnej to wyprawienia imprezy urodzinowej. Odwiedziłam wiele miejsc, aż w końcu trafiłam na Cudowne Lata. Nazwa już mówi sama za siebie, ten lokal aż się prosił o świętowanie w nim moich cudownych 26 lat.




Zacznę od początku. Pierwszy raz do pubo- kawiarni (bo tak można określić to miejsce) trafiłam w Dzień Świętego Partyka, aby napić się zielonego piwa. Pozytywnie zaskoczył mnie fakt, że w Cudownych Latach mieli zielone piwo butelkowe, a nie lane
z dodatkiem syropu blue curacao, który barwi piwo na zielono. Kolejną miłą niespodziankę stanowiła cena- tylko 7 zł.


Wystrój typowo pubowy: piwnica, cegły, drewniane krzesła. I to jest całkiem spoko, bo meble były zadbane, a w środku było czysto, więc nie zalatywało mordownią. Tylko te babcine serwetki na stołach to mogliby sobie darować. No i zacinająca się damska toaleta stanowi delikatny problem... Na szczęście dziewczyny
i tak chodzą parami do łazienki ;)


Obsługa okazała się turbo miła i uczynna szczególnie podczas mojego przyjęcia urodzinowego. Przygotowali stoliki do mojej rezerwacji i na odchodne dostaliśmy jeszcze po bani wódki od barmana. Okazało się, że robienie imprezy w Cudownych Latach jest niezwykle korzystne dla mojego portfela, ponieważ smakowa Soplica kosztuje tam jedyne 60 zł, a za dwie paczki orzeszków
i jedną paluszków zapłaciłam tylko 8 zł To bardzo przystępne ceny jak na knajpę. Gdyby tego było mało, to specjalnie dla amatorów tańców, jedna z sal w weekendy zamienia się w parkiet. Muzyka nie zagłusza rozmów przy stolikach w innych salach, to duży plus.



Podsumowując Cudowne Lata to nie tylko pub z dobrym piwem
i kawiarnia z pysznym ciastem. To również cudowne miejsce na świętowanie kolejnych upływających nam lat.


niedziela, 7 maja 2017

HURRY CURRY, czyli orient na każdą kieszeń

Kraków przyprawiony curry. Trochę szaleństwa i kolacja przyjaciółek jak w „Seksie w wielkim mieście”

Szyld Hurry Curry

Razem z przyjaciółkami postanowiłyśmy odkryć orientalne smaki w Krakowie i wybrałyśmy się do Hurry Curry. To już trzeci lokal, który znajduje się pod adresem Szpitalna 9. Wcześniej było tam Boogie, a następnie Spazio. Mam nadzieje, że Hurry Cury będzie miało więcej szczęścia.

Wystrój restauracji jest dość ascetyczny, ale niepozbawiony elementów podkreślających jej charakter. Zachwyciła mnie cała ściana zdjęć z Azji oraz znajdujące się na przeciwko niej zegary. Całość jest urządzona spójnie i zgodnie obowiązującymi minimalistycznymi trendami.

Dekoracje Hurry Curry

Wystrój Hurry Curry

Zamówiłyśmy każda po orientalnym daniu, którego nazwę
z trudem mogłybyśmy wymówić, ale miła pani kelnerka przyszła nam z pomocą i wyjaśniła, jakie smaki kryją się pod egzotycznymi określeniami. Mój wybór padł na Curry ze Sri Lanki, czyli aromatyczny sos na bazie śmietanki kokosowej, tamaryndowca, ziaren czarnej gorczycy kurkumy i imbiru z krewetkami oraz ryżem. Połączenie smaków z pozoru dość abstrakcyjne okazało się orgazmicznym doznaniem dla moich kubków smakowych. Uwielbiam krewetki, a orientalny sos- zupa doskonale dopełniał ich subtelny smak. Danie okazało dość pikantne, pomimo, że
w karcie było zakwalifikowane, jako łagodne. Nie chce nawet myśleć, jak smakują te określone, jako mocno pikantne. Moje przyjaciółki również były zachwycone kolacją. Za cztery dania
i osiem piw zapłaciłyśmy 158 zł, co jest dobrą ceną.

Orientalna kolacja

Podsumowując, smaki Hurry Curry są obłędne. Idźcie tam koniecznie!
Ogólna ocena: 10/10.