sobota, 29 marca 2014

KRAKOWSKIE ZAKĄSKI


Taaa w tym pubie już sam korytarz odstrasza... Wiem. I ogólnie cały wystrój raczej jest słaby. Pomimo doskonałego pomysłu z motywem Jack'a Daniels'a wyszło raczej obskurnie i niepraktycznie, jeśli chodzi o wybór kanap i stolików. No i świeczka w słoiku. Serio?!




 

Zmieniłabym wszystko poza motywem Jack'a i obsługą, bo jest bardzo miła. Ponadto pub posiada promotorów, którzy rozdają zniżki przed wejściem a to jest spory atut. Lecz największym plusem Zakąsek jest grzana whisky. Uwielbiam ją! Choć jak na standard lokalu jest dość droga, bo 12 zł to nie ważne, bo to najlepszy "grzaniec" pod słońcem.



Podsumowując: Zakąski polecam na zimne wieczory przy grzanej whisky z kumplami.
Ogólna ocena: 4/10 jednak kiepski wystrój psuje wrażenie, ale i tak będę tam przychodzić:)


Zdjęcia: Agnieszka Zaborowska


wtorek, 18 marca 2014

TIVOLI


Powrót do krakowskich restauracji i zaczynamy od Tivoli.
Uwielbiam włoską kuchnie. Tivoli była pierwszą krakowską restauracją, do której poszłam, gdy jeszcze tu nie mieszkałam. Mam do niej sentyment. 
Od mojej pierwszej wizyty tam trochę się zmieniło. Po pierwsze wystrój się poprawił. Jest przytulnie i elegancko. No i genialne rozwiązanie problemu szpecącego grzejnika na ścianie.


Po drugie obsługa. Kelnerka wydaje się mało profesjonalna i nie ma pracowniczego uniformu, co tylko dopełnia tego wrażenia. Ale jest względnie miła.
Jedzenie się nie zmieniło. Zawsze dobre, niedrogie i małe... Pizzą
z Tivoli dwie osoby się nie najedzą, a dla jednej jest za duża. Ostatnio zamówiłam makaron penne z tuńczykiem. Ogólnie dobry, ale jadałam lepsze. Porcja mała a sos za wodnisty.


Podsumowując: Tivoli to bardzo dobre miejsce na randkę z kolacją
i deserem. Lub dla osób, które mało jedzą.
Ogólna ocena: 6/10 Odjęłam za sos do penne, małe porcje i mało profesjonalną obsługę, ale i tak mi się podoba :)




poniedziałek, 10 marca 2014

GTW W PODRÓŻY- BUDAPESZT- MONOPOLI


To już ostatnia recenzja restauracji z Budapesztu. Oczywiście nie bylibyśmy sobą gdybyśmy nie odwiedzili żadnej pizzerii.


 Monopoli to stosunkowo mała restauracja, raczej mało przytulna. Jedno pomieszczenie zastawione stolikami. Na niektórych były nakrycia, na innych nie, co sprawiało wrażenie nieprzygotowania na przyjęcie gości. Wystrój nawet we włoskich klimatach- widać,
że się starali, ale czy na pewno wyszło... Fajnie, że leciała włoska muzyka, to szczegół, na który zawsze zwracam uwagę we włoskich restauracjach. Oczywiście jak wszędzie w tym mieście restauracja może też pełnić funkcje koktajl baru. Obsługa była prze miła :) szczególnie kelner/ właściciel- Włoch. Pizza dobra, ale najeść się nią nie dało. Na szczęście ceny w Monopoli są przystępne, bo pizza kosztowała około 23 zł i to była średnia cena.


Do picia zamówiłam zieloną herbatę (około 6 zł), którą na nieszczęście dostałam w szklance bez uszka. Nie ładnie i nie praktycznie.
Podsumowując: Monopoli polecam, gdy nie jesteście bardzo głodni ani bardzo rozrzutni.
Ogólna ocena: 6/10 odjęłam za sposób podania herbaty, średni wystrój i mało sycącą pizze, ale poza tym wszystko ok.


poniedziałek, 3 marca 2014

GTW W PODRÓŻY- BUDAPESZT- NONLOSO


Kolejna budapesztańska restauracja godna polecenia.


Muszę przyznać, że potrawy w Nonloso smakowały mi najbardziej ze wszystkich, które jedliśmy w Budapeszcie. Jadłam tradycyjną węgierską potrawę, która jest nadziewanym mięsem "naleśnikiem" w sosie paprykowym.


Nawet ładnie podane :) Niestety nie pamiętam ceny, ale wiem jedno- tanio tam nie było. Na przykład pizza, którą z powodzeniem mogła zjeść jedna osoba kosztowała ponad 24zł, ale dobra była.


Tradycyjne węgierskie piwo- Dreher bardziej przypadło mi do gustu w wersji ciemnej. Za jasne w Nonloso zapłaciłam około 7zł.



Za to bardzo smakował mi węgierski alkoholowy specjał- Palinka. Jeden kieliszek kosztował prawie 10zł. Piliśmy Palinki o smaku brzoskwiniowo- miodowym i czarnej wiśni.


Obsługa Nonloso jest bardzo miła i grzeczna. Do wyboru tej restauracji zachęcił nas "promotor", który zaczepiał ludzi polecając lokal. Bardzo dobrze mówił po angielsku i pokazywał menu przed wejściem. Okazał się niezwykle sympatyczny. 
Wystrój jak już wspominałam  w wpisie o Barrio charakterystyczny dla lepszych budapesztańskich restauracji, czyli restauracja+ koktajl bar. Przy czym było elegancko i z klasą. No i była antresola :) Z pozoru małe stoliki okazały się wystarczające.


Podsumowując: Nonloso polecam gorąco, ale zdecydowanie nie jest to opcja dla oszczędnych.
Ogólna ocena: 9/10 odjęłam punkt za ceny, które jednak są wysokie.
UWAGA! 10% napiwku wliczone w cenę!










niedziela, 2 marca 2014

GTW W PODRÓŻY- BUDAPESZT- KISHARANG ÉTKEZDE


Ciągle jesteśmy w Budapeszcie. To miasto zadziwiało nas pomysłami swoich mieszkańców. Wszędzie drogi samochodowe, nawet na czymś, co powinno być bulwarem Dunaju, wszędzie daleko. Odległości od jednego zabytku do drugiego są kolosalne. To tłumaczy, dlaczego wszyscy tam preferują samochody.

Kisharang Étkezde to najtańsza restauracja z tradycyjnym węgierskim jedzeniem, do jakiej trafiliśmy, kurczak w sosie grzybowym z kluskami kosztował około 21 zł i był dobry, może nie rewelacyjny ale dobry. 

Pan kelner był bardzo, ale to bardzo miły. Weszliśmy do restauracji niesamowicie zziębnięci i od razu, jako darmowy starter dostaliśmy małe filiżaneczki z herbatą. Dało się zauważyć, że niesamowicie dba o klientów. Dwa dni później był już niestety inny pan, który nie był aż tak miły i gościnny:(

Wystrój lokalu przypomina gospodę, co dobrze komponuje się z podawanymi daniami, na każdym stole stoi koszyczek darmowego świeżego pieczywa.
Podsumowując: Kisharang Étkezde polecam każdemu. Jest tanio, smacznie i miło.
Ogólna ocena: 9/10









sobota, 1 marca 2014

GTW W PODRÓŻY- BUDAPESZT- NIGHTINGALE


Pogoda w Budapeszcie była w kratkę... Jeden słoneczny dzień, następny z wiatrem i deszczem, który dopadł nas np. na Górze Gellerta jak widać na zdjęciu.

..

Dziś będzie o hotelu. Ponownie serwis booking.com nas nie zawiódł, a nawet przekazał ważną informacje: Węgrzy śniadań nie dają. W żadnym hotelu, który braliśmy pod uwagę nie było śniadania wliczonego w cenę. W Nightingale była kuchnia do dyspozycji gości, szkoda tylko, że personel nie dbał o porządek w niej. Hotel ma trzy zasadnicze plusy. Po pierwsze cena: 335 zł za pokój dwuosobowy z łazienką wynajęty na 5 nocy. Po drugie: odległość od centrum- 15 minut wolnym spacerkiem, wiec idealnie. Po trzecie: po wymeldowaniu i zakończeniu doby hotelowej goście mogą zostawić bagaż dłużej w recepcji, jeśli chcą- bardzo dobry pomysł. No i całą serie minusów niestety. 
Nie można płacić kartą (jak w części przybytków w Budapeszcie).
Ogólnie jest czysto, ale widać, że sprzątają niedokładnie.
Na bookingu była informacja, że pokój jest wyposażony w suszarkę do włosów. Niestety musiałam się o nią upominać na recepcji. Tak jak o dodatkowy papier toaletowy.
Mało profesjonalnie wypadło też zaklejona a niewymieniona pęknięta szyba w oknie.
Recepcja nie jest czynna całą dobę (jak to w ogóle możliwe!!!!!!!!!)
Łazienka (jak widać na zdjęciach) wymaga remontu (dokładnie prysznic), jest za mała i nie funkcjonalna przez małą ilość półek i wieszaków na ręczniki.







Mieliśmy do czynienia z trzema osobami pracującymi na recepcji z tego jeden pan był bardzo niemiły, stwarzał problemy przy każdej okazji i zapomniał zaksięgować naszej wpłaty, do tego chodził ubrany tak niechlujnie, że aż nie chciało się na niego patrzeć.
Kamienica, w której znajduje się hotel jest bardzo ładna i ma ogromny potencjał, ale jest potwornie zaniedbana.





Podsumowując: Nightingale polecam TYLKO, jeśli nie macie innego wyjścia. Lepiej trochę dopłacić i mieszkać w czymś, co jest bardziej profesjonalnie zorganizowane.
Ogólna ocena 2/10 dwa punkty przyznałam za plusy wymienione na początku, resztę punktów odjęłam za totalny brak profesjonalizmu i należytego podejścia do gościa.

widok z naszego okna w hotelu