poniedziałek, 15 lutego 2016

NOWA PROWINCJA


Muszę przyznać, że nie rozumiem fenomenu tego miejsca. Jest bardzo popularne i prawie zawsze wieczorami pęka w szwach. Nie wiem, dlaczego, bo właściwie ta kawiarnia nie ma do zaoferowania nic specjalnego.




Nowa Prowincja jest bardzo duża i ma parę sal w tym antresole.
W pierwszej części lokalu widzimy skład starych mebli, każde
z innej parafii, które wyglądają jakby czekały w kolejce do pracowni konserwacji drewna lub ewentualnie w kotłowni do spalenia.W sumie sama nie wiem gdzie nadawałyby się bardziej. Nie mam nic do staroci, ale lubię, gdy są ładne i tworzą całość. Zamierzony bałagan też jest spoko, ale tu jest po prostu nieład i nie koniecznie tak miało być. 
 


Moi czytelnicy wiedzą, że uwielbiam antresole. Tej jednak nie. To katastrofa, pomijając nawet kolejne brzydkie meble. Ściany całe są w napisach, najróżniejszych bazgrołach w tym obraźliwych
i niecenzuralnych. Wygląda to strasznie niechlujnie, jak
w gimnazjalnej toalecie. Rozumiem pomysł "kliencie zostaw po sobie ślad: podpisz się, narysuj coś", ale nie w ten sposób. Przyda się do tego jakaś tablica i personel, który będzie na bieżąco usuwał wszelkie obleśne rysunki i tym podobne.
 




Do tego samotny, popsuty zegar wiszący na ścianie potęguje okropne wrażenie, jakie robią popisane ściany. Jestem pewna, że zegarowa kukułka zakończyła swój żywot, bo zobaczyła, w jakim otoczeniu przyszło jej mieszkać na starość.


Druga część lokalu to tak zwana Winiarnia. Tam jest już nieco lepiej, choć w dalszym ciągu napchane starociami bez ładu i składu. Ale jest jakoś przytulniej i nie ma pobrudzonych ścian, więc nie przypomina mordowni. 


Myślę, że po pierwsze powinni zainwestować w malowanie ścian, po drugie ujednolicić wystrój, wybrać jakiś motyw przewodni. Sugerowałabym styl kolonialny, który ładnie sprawdziłby się w tym wnętrzu. Mogliby tez pójść najprostszą drogą i odrestaurować meble.


Jednym z nielicznych plusów Nowej Prowincji jest miły personel. Jednak nawet bycie miłym nie pomaga, jeśli podaje się klientom herbatę nie dość, że  w kubku (?!) to jeszcze wyszczerbionym (!!). Na szczęście sytuacje uratowało wtedy pyszne ciasto cytrynowe na kruchym cieście, nie za kruchym gdyż się rozpadało. Słodka beza
u góry równoważyła smak kwaskowatego, delikatnego cytrynowego kremu, który rozpływał się w ustach.


I znowu Winiarnia wygrywa z dolną częścią. Tam w czajniczku dostałam sypaną, pyszną poziomkową herbatę, a nie zwykłą torebkową, która mogę kupić w Tesco. 



Wielokrotnie słyszałam opinie, że w Nowej Prowincji mają pyszną gorącą czekoladę. Nie prawda. Jest gęsta, gorzka i paskudna. 


Podsumowując po prostu tam nie idźcie, a jeśli już koniecznie chcecie to tylko do tej drugiej części.
Ogólna ocena 3/10 (i tak dużo).


















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz