piątek, 3 lutego 2017

LUNCH TU BAR



Pierwsza i zasadnicza rzecz, którą trzeba wiedzieć
o LunchTuBar to, że nie powinniście tam iść w roku akademickim. Wtedy niemal na 100% nie załapiecie się na turbo tani lunch dnia. No i ja się nie załapałam. Zjadłam natomiast najbardziej finezyjnie podane barowe danie, jakie w życiu widziałam. Grillowany filet
z serem i ananasem oraz śmiesznymi świderkami z purre ziemniaczanego. Sposób podania rekompensował to, że filet był za twardy. Całość smakowała 
jednak dobrze i chętnie zjadłabym taki obiad jeszcze raz.



Następnym razem przyszłam tam głodna jak wilk
i zamówiłam kotleta giganta, który rzeczywiście był ogromny. Pomimo, że nie przepadam za kotletami i muszę mieć na nie (tak jak tego dnia) ochotę, ten okazał się wyśmienity. Miękki środek przykryty chrupiąca i dobrze przyprawioną panierką. Kotletowe niebo w gębie.



Największy minus LunchTuBar to pełna samoobsługa, na szczęście pani, która tam pracuje jest miła.
Wnętrze przypomina w prawdzie standardowy bar, ale widać, że ktoś dołożył wszelkich starań, aby nie wyglądało jak standardowa jadłodajnia u Jadzi. Doceniam to.



Podsumowując: dobre, dużo, szybko i tanio. Idealnie dla studentów, którzy załapią się na dodatkową zniżkę z legitymacją.

Ogólna ocena 7/10.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz