niedziela, 11 maja 2014

AN NAM


Jak już wspominałam parę wpisów temu często zdarza mi się ostatnio odwiedzać orientalne knajpy. Niestety jak na razie nic nie zachęciło mnie jakoś wyjątkowo bardzo.
W An Nam prawie wszystko jest takie jak szyld- niezachęcająca prowizorka.

Niewiele dobrego mogę powiedzieć o tym miejscu. Fakt mają bardzo niskie ceny nawet jak na orientalną restauracje i jedzenie w miarę dobre jednakże niewyróżniające się niczym specjalnym. Tutaj zdjęcie makaronu sojowego z kurczakiem i warzywami, który smakiem ani wyglądem nie powala. 


A tu tajska zupa z krewetkami. Bardzo pikantna i całkiem niezła, gdyby nie fakt, że podano mi do niej oszczerbioną łyżkę (!?).


No i zielona herbata owszem w czajniczku i... w filiżance do espresso! Kto wpadł na taki pomysł? Przecież to profanacja zarówno herbaty jak i kawy.


Pani kelnerka bardzo miła, ale (kolejne „ale") właściciel lokalu nie zadbał o odpowiedni strój do pracy dla niej, taki, który kojarzyłby się z orientalnymi klimatami. Trudno ją odróżnić od gościa restauracji.
No i największa porażka An Nam, czyli wystrój. Zgroza! Zdjęcia nie oddaja tej tragedii. Ja wiem, że gustowne urządzenie tego typu knajpy jest trudne, ale tutaj przeszli samych siebie, jeśli chodzi o poniesioną klęskę. Totalna prowizorka. Od czasu do czasu pojawia się kiepsko wykonany orientalny akcent wystający zza doniczek i kwiatków rodem z poczekalni przychodni za czasów PRL-u. Do łazienki w ogóle nie wchodźcie. Kiedyś byłam świadkiem jak swą codzienną "toaletę" postanowił wykonać tam krakowski pan żul. Po zakończeniu czynności pielęgnacyjnych, które niewiele pomogły, przywitał się ze swoimi przyjaciółmi głośno rozmawiającymi przy jednym ze stolików. Wtedy zjadłam pośpiesznie zupę i postanowiłam brać nogi za pas, bo zdecydowanie klientela miejsca mi nie leży.
Podsumowując: Kucharz się stara, kelnerka i właściciel niweczą jego starania, bo chociaż jedzenie dobre to nie polecam Wam tego miejsca wcale.
Ogólna ocena 1/10 za w miarę smaczne potrawy, odjęłam za wszystko inne. 




Zdjęcia: Agnieszka Zaborowska






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz